środa, 24 maja 2017

mądrości na środę


Nie ma przypadkowych spotkań i ludzie też nie stają na drodze naszego życia, ot tak. Każdy człowiek zostaje nam dany po coś, aby czymś nas ubogacić, dopełnić, coś pokazać czy uświadomić. Poprzez ludzi dostajemy od życia tysiące szans na to, aby stać się lepszym człowiekiem lub aby temu człowiekowi pokazać coś, czego on do tej pory nie dostrzegł.
                   
              Monika A. Oleksa


wtorek, 23 maja 2017

wtorek

-czemu nie mogę być normalna?-spytała Peggy Sue
-normalna czyli jaka?-zaciekawiło się drzewo
-normalna,czyli taka jak inni...
-kto rozmawiałby ze mną gdybyś była jak inni?





poniedziałek, 22 maja 2017

...



Pan Wodecki a moje strony

.

sobota, 20 maja 2017

wiosna

tu już prawie bez przekwita





dobry

via GIPHY

dobranoc

i żeby wreszcie przestać gadać
puszczę mojego ulubionego Misia















boli mnie tam,w środku
dusza chyba
i paznokcie
paznokcie też mnie bolą


piątek, 19 maja 2017

też ku pamięci

ostatnie słowa Steve'a Jobsa:

Osiągnąłem szczyt sukcesu w biznesie. W oczach innych, moje życie stało się symbolem sukcesu.
Jednak oprócz pracy, mam niewiele radości. Bogactwo nie robi już na mnie żadnego wrażenia.
W tej chwili, leżąc na łóżku szpitalnym i rozpamiętując całe życie, zdaję sobie sprawę, że wszystkie osiągnięcia i bogactwa, z których kiedyś byłem tak dumny, stały się nieistotne w obliczu mojej rychłej śmierci.
Kiedy w ciemności, patrzę na zielone światła urządzenia do sztucznego oddychania i słyszę jego mechaniczne dźwięki, czuję oddech zbliżającej się śmierci.
Dopiero teraz rozumiem, że nawet jeśli zgromadzisz dużo pieniędzy, nagle chcesz realizować cele, które nie są związane z bogactwem. Jest coś ważniejszego: miłość, sztuka, marzenia z twojego dzieciństwa.
Nie, nie uganiaj się za bogactwem, to może robić tylko osoba tak zakręcona jak ja.
Bóg stworzył nas, aby każdy mógł poczuć miłość w sercu, a nie biegał za złudzeniami budowanymi przez sławę i pieniądze, tak jak ja to robiłem w moim życiu. Teraz wiem, że nie mogę zabrać je ze sobą.
Jedyne co się liczy to wspomnienia wzmocnione miłością.
To jest prawdziwe bogactwo, które będzie szło za tobą; będzie ci towarzyszyło, da siłę i światło, które cię poprowadzi.
Miłość nie zna granic. Będzie ci towarzyszyć nawet poza granice życia. Przeniesie się tam, gdzie chcesz się udać. Dąż do osiągnięcia celów, które sobie wyznaczasz. Wszystko jest w twoim sercu i w twoich rękach.
Które łóżko jest najdroższe na świecie? Łóżko szpitalne.
Jeśli masz pieniądze, możesz zatrudnić kogoś do prowadzenia twojego samochodu, ale nie jesteś w stanie zatrudnić kogoś, kto zabierze chorobę, która cię zabija.
Rzeczy zagubione można odnaleźć. Ale jest jedna rzecz, której nigdy nie można znaleźć, gdy ją stracisz – życie.
Niezależnie od tego, na jakim etapie życia jesteśmy teraz, w końcu będziemy musieli zmierzyć się z chwilą, gdy kurtyna opadnie.
Szanuj swoją rodzinę, kochaj współmałżonka, szanuj znajomych ...
Traktuj wszystkich dobrze i dbaj o przyjaźnie.


piątek nadal ale już niedługo...

dla pamięci:
-nie angażować się we wszystko co się wokół mnie dzieje
-emocjonalność położyć spać
-skupić się na rzeczach istotnych (czytaj:przyziemnych)







"Nimrod nienawidził Ibrahima.Aby go zniszczyć nakazał wiec rozpalić wielki ogień który wznosił się aż do nieba.Mała mrówka z kroplą wody ruszyła w środek ognia na pomoc Ibrahimowi.  Zobaczył to orzeł i powiedział do mrówki - Gdzie idziesz? -Ugasić ogień, odparła. -Co możesz zdziałać kroplą wody? -Pewnie nic, odparła mrówka, ale będzie wiadomo po której jestem stronie."




piątunio

Adronitis – frustracja, że tak strasznie długo trwa zanim naprawdę poznamy drugiego człowieka. Pierwsze tygodnie znajomości antyszambrujemy pogawędkami w przedpokojach psychiki, przesuwając się w głąb powolutku i po centymetrze, dwa kroczki naprzód, jeden duży wstecz. A chciałoby się przecież zacząć od sedna, od tego, co najważniejsze, a dopiero potem odblokowywać wyjścia na sprawy drugorzędne i marginalne. Chciałoby się zacząć od najgłębszych tajemnic i najintymniejszych szczegółów, a dopiero potem wyluzowywać w stronę small-talku, tak żeby dopiero po latach i poznaniu wszystkich soczystych sekretów osiąść spokojnie na kanapie i zapytać bliźniego jak ma na imię i co właściwie słychać.

John Koenig - Słownik nieoczywistych smutków (Dictionary of Obscure Sorrows tł.Piotr Stankiewicz)



piąteczek




czwartek, 18 maja 2017

wtorek, 16 maja 2017

dobranoc

podczas kiedy wszyscy stali w odpowiednich kolejkach
Peggy Sue wahała się do której podejść
rozum czy uroda
uroda czy rozum
w końcu zniecierpliwiony Stwórca popchnął ja do najbliższej
a ponieważ stała tam taka zagubiona z rozdziawioną gębą obdarzył ją podwójnie

i tak Peggy Sue nie dostała ani bujnie pofałdowanego mózgu
ani przepięknej buzi i nóg po same niebo

Peggy Sue dostała podwójną emocjonalność
która potem przyniosła jej więcej kłopotów niż pożytku






.

poniedziałek, 15 maja 2017

nie mogę brać urlopów...


jednak kazda praca nawet ta najbardziej wymarzona ma swoje ciemne strony
dwoje pacjentów odeszło
pierwsze moje śmierci
moje,bo wraz z nimi odeszła część mnie
nie wolno się zżywać -powiedziała mi jedna osoba
nie wolno...
ale jak???
tych co zostali wyściskałam podwójnie
mimo demencji kilku rezydentów pamiętało o mnie,tęsknili
ja też



niedziela, 14 maja 2017

niedziel

sobota, 13 maja 2017

.






wierzysz w przeznaczenie?
wierzysz w klony?
zmartwychwstania?

mnie nie dotyczy ewolucja
wiec szkoda czasu
taka karma
niestety


w nosie to mam




,,,bo fajny film dzisiaj widzialam


czwartek, 11 maja 2017

powroty czyli z domu do domu

najpierw był mail

a że lot był rano
to trzeba  było wstać o 4.30 ( aaaaaa!)
a wstać było ciężko bo pożegnania były długie i burzliwe i poszło się spać po 2 ( aaaaaa! )
odprawa poszła szybko i sprawnie
chyba dlatego że była 6 rano i wszyscy normalni ludzie jeszcze spali

zamówiłam sobie półlitrową kawę


poczytałam wiadomości
bardzo na temat były


i już po kilku godzinach siedziałam w samolocie


stolica przyjęła mnie ciepło i słonecznie


czego nie można było powiedzieć o moim rodzinnym mieście


wróciłam z domu do domu
uściskałam moja śliczną czterodniową siostrzenicę



a teraz smuteczek
smuteczek i tęsknota







czwartek

środa, 10 maja 2017

środa



dokładnie rok temu leciałam do Ed
tak samo jak jutro
z tym ze wtedy opuszczałam dom
a teraz wracam do "domu"


poniedziałek, 8 maja 2017

taki se poniedziałek

magazynsquare.pl

Podczas dzisiejszej przemowy w Londynie, Theresa May zapewniła swych zwolenników, że po Brexicie swoboda przemieszczania się zostanie bardzo ograniczona.
Jak powiedziała brytyjska premier:

Jest ważne, byśmy nadal mówili, i będziemy mówić, że naprawdę chcemy zmniejszyć imigrację netto do możliwego do utrzymania poziomu. Uważamy, że (ten poziom) to dziesiątki tysięcy.

Stanowiąca źródło informacji agencja Reuters podkreśla, że w wyniku przegłosowania Brexitu, w okresie od września 2015 do września 2016 r. liczba nowych imigrantów była najniższa od 2014 r.



rocznica

siedem lat bloga...
aż siedem czy tylko siedem
dużo wody upłynęło
wiele się zmieniło
ponad 3000 wpisów
wpisów różnych
nudnych,śmiesznych,pogodnych i depresyjnych


i tak się zastanawiam czy to już nie czas się pożegnać





czwartek, 4 maja 2017

tam dom twój gdzie wanna twoja

wakacje w domu
okres spotkań i wzruszeń


czas kiedy kąpiel we własnej wannie
wyciska łezkę w oku


tylko czas tak szybko leci
za szybko



piątek, 28 kwietnia 2017

piątek


jeszcze kilka drobiazgów i można szykować się na urlop



.

UMIERANIE W SIENNICY

DZIEŃ PIERWSZY

Siekący deszcz, grad, potem słońce. Wiatr taki, że może zdmuchnąć człowieka z roweru. Ze stacji Nasielsk do Siennicy jest półtora kilometra. Puste pola i zieleniejący się las w tle. Ne widziałem Cię, Mamo, cały rok. Te nieodparte racje, te przyczyny, ta emigracja, ten brak zdolności przewidywania biegu spraw. Przeklęte poczucie winy już mnie nie opuści, nawet gdybym uciekł na księżyc. To wszystko mogło być inaczej.

Ale wieści były dobre. W Szpitalu Bielańskim wyleczyli Cię z chorób, na które cierpiałaś przez ostatnie dwa lata: świąd i zakrzepica. Po raz pierwszy od wielu miesięcy nie prosiłaś przez telefon o śmierć. Chciałaś żyć. Była nadzieja.

Wreszcie ten dom: Milennium, ładny, z ogrodem, w stylu szlacheckiego dworku. Przed bramą kilkanaście porządnych samochodów należących do personelu. Starszy człowiek o lasce, widząc że palę papierosa przed wejściem, podchodzi do mnie,. Pan Zbyszek jest w Siennicy trzy lata. „Po wypadku tu trafiłem. W Warszawie mam mieszkanie na Woli, ale chyba mi zabrał komornik” - mówi. Wkrótce zjawiają się inni na wózkach inwalidzkich. Las rąk podnosi się po papierosy „Mogę dwa? A trzy?”

Wchodzę do środka. Duża sala z telewizorem przylegająca do kuchni. Pachnie żurkiem i moczem. Funkcjonariuszka w kitlu pokazuje mi pokój, gdzie leżysz. I te Twoje słowa, kiedy mnie dostrzegasz: „Boże, Boże, Boże…”. Poznałaś mnie. Tak, jestem, ale Ciebie już prawie nie ma. Umierasz. Całuję Twoje ciepłe czoło. Do pokoju wchodzi posuwistym krokiem współlokatorka, pani Gienia. Ciągnie po podłodze cewnik. „Proszę pana, proszę pana, niech mnie pan weźmie” - szepcze. To wszystko nie może być prawdą, myślę.

DZIEŃ DRUGI

Pogoda pod psem, ale ludzie wychodzą na papierosa, widząc że się zjawiam. Las rąk. „Mogę trzy, mogę cztery?”. Znajduję sekretarkę na piętrze. „Nie mogę udzielać żadnych informacji o stanie zdrowia pacjentów.” „A synowi też nie?” „A pan jest synem?” - łypie na mnie podejrzliwie. „Jestem” „Na pewno? – nie daje za wygraną. „Ale pan nie jest upoważniony. Umowę podpisywała inna osoba.” Tak, to prawda, umowę podpisała Twoja córka, a moja siostra, bo kiedy tu trafiłaś, ja byłem jeszcze w Meksyku, gdzie pracuję.

Wychodzę od niej bez słowa. Wracam do Ciebie. Patrzysz na mnie. Pytasz o mojego syna, a Twojego wnuczka. Próbuję Cię karmić, ale kilka razy wylewam zupę na pidżamę. Pielęgniarka robi to lepiej. Wstyd mi za niezdarność. Jeszcze starasz się coś powiedzieć. Rozumiem jedno słowo. „Urzędy”. „Mamo, zabiorę Cie do domu do Warszawy, chcesz?” Kiwasz głową przyzwalająco. ”Jedz, proszę, musisz jeść, żeby się wzmocnić”. Jest nadzieja, myślę.

Wychodzimy z panem Zbyszkiem na papierosa. „Całą rentę nam zabierają. Zostawiają tylko 30 złotych, ale ja palę dużo, szczególnie w nocy. Nie mogę spać”. Sekretarka znajduje mnie na korytarzu. Ma formularz. Podchodzi do Ciebie. „Czy to Pani syn?” Patrzysz na nią, potem na mnie, najwyraźniej zdumiona, że Cię o to pytają. „Czy to Pani syn? – dociska sekretarka. „I czy upoważnia go pani do przekazywania mu informacji o stanie zdrowia?” Kiwasz głową. Ona szuka twoich popuchniętych, powykręcanych palców do podpisu. Nadaremnie, ręka jest bezwładna. „Niech pan podpisze. W tej rubryce”.

DZIEŃ TRZECI

Przygotowania do przenosin do domu. Łóżko się wypożyczy, planuję, pani Ania zna się na lekach, na przewijaniu, na pampersach, na wszystkim, nawet na kroplówce. Są przyjaciele pod ręką, jest rodzina.

Jak to się wszystko stało? Upadłaś we własnym mieszkaniu, potem szpital. Ponad dwa miesiące. Rozmawiałem z Tobą przez telefony tych, którzy Cię odwiedzali. Mówiłaś logicznie, choć chwilami zapominałaś słów.

„Trzeba pomyśleć o Zakładzie Opieki Leczniczej. To jak drugi szpital, a ja mam załamanie nerwowe” - tłumaczyła siostra. „Spisała się na szóstkę” powiedziałaś o niej w szpitalu. Siostra się starała. Walcząc z załamaniem nerwowym wypytywała o najlepsze zakłady opieki. Pielęgniarka środowiskowa w Szpitalu Bielańskim poradziła jej Millennium w Siennicy. Twoje przeniesienie załatwiono sądownie. Powiedzieli Ci, że idziesz do innego szpitala.

Do Siennicy przewieźli Cię w znośnym stanie, mówiono. Dobrze się czułaś w tym domu przypominającym szlachecki dworek, mówiono. Jedzenie Ci smakowało, mówiono. Z poprzednią współlokatorką, panią Basią, często żartowałyście w waszym pokoiku z widokiem na ogród. Wynegocjowałyście nawet telewizor. Kilka dni potem pani Basia nagle zmarła. A Ty dostałaś infekcji.

„Przywieziono pańską matkę w ciężkim stanie już ze szpitala”- tłumaczyła pielęgniarka z Millenium. „A teraz chudnie, chociaż je. Podejrzewam, że rozwija się jakiś nowotwór. Ale my tu nie mamy diagnostyki. Więc jeśli chcecie coś diagnozować, to na własny koszt.”

Teraz wszystko się zmieni, myślę. Będziesz u siebie w domu. Zawsze lepiej u siebie.

Lecz kiedy wieczorem wraz ze szwagrem przyjeżdżamy po Ciebie do Siennicy, już nic mówisz, nie otwierasz oczu. Staram Ci się poprawić poduszkę. Jęczysz z bólu przy każdym poruszeniu. „Nie ma sensu jej nigdzie przenosić”- mówi szwagier. ”Nie ma sensu”- potwierdzam.

DZIEŃ CZWARTY

Dżdżysty poranek. Zimny wiatr przenika do kości. Kupuję kilka paczek papierosów w Nasielsku. Przed domem w Siennicy gromadzą się po nie pensjonariusze. Pan Zbyszek wyrzuca niedopalone papierosy, które skrzętnie zachowywał na wypadek, gdybym nie przyjechał.

W środku uderza mnie odór uryny, silniejszy niż poprzednio. „Proszę pana, proszę pana, niech mi pan da gruszek” - wpija się we mnie palcami pani Gienia, ciągnąc za sobą cewnik. Pielęgniarka poprawia jej łóżko. Pani Gienia jest po udarze, ale może chodzić. Ty się nie ruszasz. Dojmująco jęczysz pod kroplówką. „Przestała jeść i pić” - tłumaczy pielęgniarka. „Musieliśmy jej podać dożylnie. A pan niech nie rozdaje papierosów pacjentom”. „Dlaczego?” „To nie wie pan dlaczego? Papierosy są szkodliwe. I regulamin zabrania.”. Usiłuję coś mówić o prawach pensjonariuszy, ludzi pod opieką, ale nie pozbawionych podmiotowości. O ich prawach także do rzeczy niezdrowych. Ale ona się oddala.

Wychodzę na dwór. Kwietniowy mróz postrącał nierozwinięte pączki na ziemię. „Czego by pan się napił?”- pytam Pana Zbyszka. „Piwa”. Do sklepu jest 15 minut rowerem. Przywożę trochę piwa, ale i tak nie starcza dla wszystkich. Chowają puszki w poły kurtek. „Jak pana mama?” - pyta pan Zbyszek. „Chodźmy do niej” - mówię. Zamykamy drzwi i siadamy przy Tobie. I płaczemy. Obaj. Ja i pan Zbyszek. Trzymamy Cię za ręce i płaczemy. „Uśmiechnij się” - mówi pan Zbyszek. Na twojej twarzy pojawia się delikatny skurcz. ”No, widzisz? – cieszy się pan Zbyszek. „Twoja mama się uśmiecha. „Można tu zostać na noc?” - pytam. „Coś załatwię – mówi pan Zbyszek. „Pan naruszył regulamin!” - ostry głos pielęgniarki wdziera się między mnie, pana Zbyszka i Ciebie. „Proszę natychmiast opuścić zakład albo pana wyprowadzą! Nie wolno tu panu więcej przychodzić!”

DZIEŃ PIĄTY

Lubiłaś te słowa z Bergmana: „Sen to rodzaj obłędu, obłęd to rodzaj snu, a całe życie nasze jest snem.” Jednak w tym dziwnym śnie, zwanym życiem, obowiązują umowy. A moja załamana nerwowo siostra podpisała umowa z zakładem Millenium, nie wgłębiając się w jej treść:

„Zleceniobiorca oświadcza, iż w przypadku nagłego stanu zagrożenia życia Pensjonariusza nie jest w stanie udzielić skutecznej pomocy z powodu braku warunków oraz specjalistycznego sprzętu medycznego”.

Bo zakład Millenium nie jest zakładem opiekuńczo-leczniczym, ale „zakładem pielęgnacyjno-opiekuńczym”.

W tym dziwnym śnie, zwanym życiem, ktoś pisze też komentarze na blogach, które ktoś inny czyta zawsze zbyt późno:

„Do tej placówki nie oddałabym najgorszego wroga. (…) Właściciele są sknerusami. Lekarze bez uczuć. Nie zależy im na dobru pacjenta. Liczy się tylko kasa. Oszczędzają na wszystkim: na lekach, posiłkach, ogrzewaniu. Zimą temperatury na pierwszym piętrze spadają nawet do 15 stopni. Jedzenie z krótkim terminem przydatności w ograniczonych ilościach. Personel zastraszony i mobbingowany. Stanowczo odradzam wszystkim pobyt w tej placówce.” - pisze anonimowy, były pracownik domu.

Także komentarze pokrzywdzonych rodzin mnożą się i mnożą.

Wreszcie w tym dziwnym śnie jest i posterunek policji w Nasielsku. Zawozi mnie tam mój przyjaciel z Cieksyna, znany i ceniony w gminie. „Mamy już na nich kilka skarg. Pojadę i dowiem się, o co chodzi” – mówi uprzejma policjantka. Idzie na rozmowę. Czekamy na nią w samochodzie zaparkowanym nieopodal. Wraca po kilku minutach. „Samego tam pana nie wpuszczą, bo naruszył pan regulamin, ale może pan wejść w obecności siostry”.

Tego samego dnia wracam do Siennicy w obecności siostry. Tym razem nie masz kroplówki, kubek szpitalny na stoliku jest pusty. Daję Ci wodę. Pijesz łyk za łykiem, wycieńczona z pragnienia.

DZIEŃ SZÓSTY

Po południu siostra dostaje telefon, że ustała praca nerek. I że Twój zgon może nastąpić w każdej chwili. Nasz przyjaciel zabiera nas autem do Siennicy. Pada deszcz, jedziemy więc ostrożnie. Docieramy o dziewiętnastej, wchodzimy niezauważeni. Dom wydaje się opustoszały. Na korytarzu napotykamy pana Zbyszka. „Przenoszą mnie za karę do innego miejsca” - skarży się.

Leżysz nieprzytomna. Rzęzisz głośno, miarowo. Daję Ci wodę, którą przywiozłem. Pijesz łapczywie. Pielęgniarka wyrasta jak spod ziemi. „Niech pan natychmiast stąd wyjdzie! Pan nie ma prawa tu być!”. Stają za nią trzy inne pracownice zakładu. Moja siostra usiłuje negocjować. Bez powodzenia.

Siadam u wezgłowia Twojego łóżka, otwieram pudełko z Twoją ulubioną pomadą z peyote i wolno wcieram Ci ją w czoło i skroń. Zawsze powtarzałaś, że ta pomada pomaga Ci zasnąć, więc za każdym razem, kiedy przyjeżdżam do Polski, przywożę Ci ją. „Regulamin zabrania wizyt po godzinie szóstej! - upomina moją siostrę pielęgniarka. „A pan niech stąd wyjdzie albo dzwonimy po policję! Wyniosą pana w kajdankach! – syczy do mnie. „Proszę pana, proszę pana, niech mi pan kupi jabłek” – pani Gienia uderza w stolik sprawną ręką.

Z wolna przestajesz rzęzić. Twoja skroń i czoło są ciepłe od maści, ale półprzymknięte oczy nieruchomo wpatrują się w ścianę. Dotykam Twojego podbródka. Jest zimny. „Proszę pani, myślę, że moja mama nie żyje” – mówię do pielęgniarki. Pielęgniarka spogląda mi przez ramię i mówi: „No, właśnie. Nie żyje”.

DZIEŃ SIÓDMY

Jedziemy do zakładu pogrzebowego. Załatwianie formalności. Potem do Siennicy po Twoje rzeczy. Siadam na pniu daleko od furtki. Czekam na siostrę. Zimny deszcz chłoszcze mnie w twarz. Po chwili siostra wraca. Twoje rzeczy popakowane w torby plastikowe. Szepcze, że Ciebie już nie ma. Że wywieziono Cię do innego zakładu pogrzebowego. Bez naszej wiedzy.

Okazuje się, że załatwianie formalności w wybranym przez nas zakładzie pogrzebowym było zbędne, bo 25. paragraf umowy między NZOZ Millenium Niepublicznym Zakładem Opieki Zdrowotnej a zleceniodawcą (czyli moją siostrą) stanowi: „W przypadku zgonu pensjonariusza zleceniobiorca powiadomi telefonicznie o tym fakcie zleceniodawcę, a następnie dokona czynności mające na celu transport i przechowywanie zwłok. Wyżej wymienione czynności wykonane zostaną przez Zakład Pogrzebowy na zlecenie NZOZ Millenium na podstawie zawartych umów.”

A więc wszystko w porządku, bo wszystko zgodnie z umową. Ale czy na pewno?

Kochana Mamo,

w dyskretnym, tajemniczym języku religii wyraża się to, co trudno jest wyrazić inaczej: czekałaś na mnie dwa razy. Raz, kiedy przyjechałem do Ciebie z Meksyku i wykrzyknęłaś: „Boże, Boże, Boże…”. Drugi raz czekałaś, aż dam ci wody i przytulę się do Ciebie, żebyś mogła skonać w bliskości moich dłoni. A teraz, proszę Cię, czekaj na mnie jeszcze trzeci raz.

Ale zanim się spotkamy, muszę jeszcze załatwić kilka spraw. I w jednej z nich potrzebuję pomocy wszystkich Państwa, którzy teraz czytacie mój list, a którzy mieliście podobne doświadczenia w Siennicy co ja. Skontaktujcie się ze mną, proszę, pisząc na ten adres mailowy: lekvinik64@gmail.com Jestem pewien, że powinniśmy zrobić coś, czego regulamin Siennicy nie przewiduje: opisać bezduszność, przede wszystkim po to, by ją powstrzymać.

Pomóżcie mi, bo sam nie dam rady. A wierzę, że trzeba tak postąpić. Bo inaczej nic nie ma sensu.


Profesor Witold Jacórzyński

filozof, antropolog, od 23 lat mieszka w Meksyku, jest badaczem kultur indiańskich w CIESAS Sureste (Centrum Badań i Wyższych Studiów Antropologii Społecznej w południowo-wschodnim Meksyku)