niedziela, 12 lutego 2017

dobry wieczór

czy do szczęścia można się przyzwyczaić?
na przykład jak do dobrobytu?
i po jakimś czasie go nie zauważać
i chcieć go więcej i więcej?
czy jednak szczęście jest "syte" i nie potrzebuje dokładki?

a może wewnętrzny smutek jest nieuleczalny?
jak głód?
a szczęście go zaspokaja tylko na jakiś czas?



wszystko chyba przez to,że Młody ma urodziny
dwudzieste
a ja tęsknię
wiem,że jest dorosły
wiem,że daje radę
i takie tam
ale kurewsko tęsknię i nic na to nie poradzę

czuję się jak kartka która obluzowała się i wypadła ze starej książki
wypadła i leży
i nie należy do nikogo
i nikt jej nie wklei bo nikt nie pamięta z której to książki wyleciała







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

hmmm?