poniedziałek, 27 stycznia 2020
niedziela, 26 stycznia 2020
sobota, 25 stycznia 2020
piątek, 24 stycznia 2020
piątunio to mi w duszy gra
w sumie więcej mi gra w duszy dziś ale
zapakowana w eleganckie pudełko
zakopana w obcej ziemi
z daleka od miłości i tlenu
bez emocji kolejny raz
umieram
zapakowana w eleganckie pudełko
zakopana w obcej ziemi
z daleka od miłości i tlenu
bez emocji kolejny raz
umieram
piątek, 17 stycznia 2020
poniedziałek, 13 stycznia 2020
poniedziałek, 6 stycznia 2020
czwartek, 2 stycznia 2020
poniedziałek, 30 grudnia 2019
.
"Jestem przekonany, że ludzie są spragnieni czegoś, czego nie mogą znaleźć w miejscu pracy, w kościele, a już na pewno w szkole czy na uczelni ani nawet, niestety, w dzisiejszym życiu rodzinnym.
Są spragnieni kontaktów bliskich i autentycznych, w których odczucia i emocje można by było wyrażać spontanicznie, nie tłumiąc ich i nie cenzurując przedtem starannie; w których można by się było dzielić głębokimi przeżyciami — rozczarowaniami i radościami; w których byłoby możliwe podejmowanie ryzyka nowych zachowań; w których – jednym słowem – osiąga się taki stan, że nie trzeba niczego ukrywać, wszystko jest akceptowane i w ten sposób powstają możliwości dalszego rozwoju."
Carl Rogers
Są spragnieni kontaktów bliskich i autentycznych, w których odczucia i emocje można by było wyrażać spontanicznie, nie tłumiąc ich i nie cenzurując przedtem starannie; w których można by się było dzielić głębokimi przeżyciami — rozczarowaniami i radościami; w których byłoby możliwe podejmowanie ryzyka nowych zachowań; w których – jednym słowem – osiąga się taki stan, że nie trzeba niczego ukrywać, wszystko jest akceptowane i w ten sposób powstają możliwości dalszego rozwoju."
Carl Rogers
niedziela, 29 grudnia 2019
.
Infantylizm (łac. infantilis → dziecinny) – zaburzenie rozwojowe w medycynie.
Na poziomie somatycznym przyczyną infantylizmu jest wywołana np. chorobą genetyczną niedoczynność przysadki w okresie dzieciństwa i idące za tym niedobór hormonu wzrostu oraz wtórna niedoczynność gruczołów płciowych. Zarówno u osobników dorosłych jak i młodocianych infantylizm objawia się dziecięcymi proporcjami ciała, niskim wzrostem, brakiem oznak dojrzewania płciowego.
Na poziomie psychicznym zespół cech infantylizmu może objawić się po długotrwałym zażywaniu niektórych środków psychoaktywnych (alkoholu, narkotyków, leków), po przebytych chorobach lub urazach.
W pedagogice infantylizm jest przejawianiem się u dorosłych cech, zachowań, postaw, które są typowe dla dzieci, lub u dzieci starszych typowych dla dzieci młodszych
wymowa:
IPA: [ˌĩnfãnˈtɨlʲism̥], AS: [ĩnfãntylʹism̦], zjawiska fonetyczne: zmięk.• wygł.• nazal.• akc. pob.
znaczenia:
rzeczownik, rodzaj męskorzeczowy
(1.1) naiwność, niedojrzałość w zachowaniu kogoś dorosłego[1]
(1.2) psych. patologiczne zahamowanie rozwoju psychicznego człowieka[1]; zob. też infantylizm w Wikipedii
(1.3) cecha tego, co infantylne
synonimy:
(1.1) dziecinada, zdziecinnienie
wyrazy pokrewne:
rzecz. infant m, infantka ż, infantylność ż, infantylizacja ż, infantylnienie n, infantylizowanie n
czas. infantylnieć, infantylizować
przym. infantylny
przysł. infantylnie
etymologia:
łac. infantilis → dziecinny
***********************************************************
Szczerość – wyrażanie tego, co się myśli (czuje) w sposób zgodny z rzeczywistością, oraz postępowanie zgodnie z tym, co się wyraża. W wielu kulturach (np. Starożytna Grecja, państwa konfucjańskie, chrześcijaństwo), cecha ta jest cnotą, a jej przeciwieństwami są dwulicowość, fałszywość, hipokryzja. Zdaniem Michela de Montaigne'a, szczerość jest cnotą rzadką i filozoficzną, pozwalającą na krytycyzm i na poprawę samego siebie. Szczerość (lub prawdomówność) stanowi istotny element samurajskiego kodeksu bushidō oraz jedną z tzw. cnót pruskich.
Etymologia
Nie jest oczywiste pochodzenie tego słowa w łacinie. Według popularnej etymologii słowo "szczerość" (sinceritas) pochodzi od słów sine = "bez", cera = "wosk", co ma nawiązywać do tego, że nieuczciwi rzeźbiarze w Rzymie czy Grecji przykrywali niedoróbki w ich pracy woskiem, aby ukryć je przez widzem. Zatem rzeźba "bez wosku" oznacza najwyższy stopień szczerości. Według innych możliwych etymologii słowo to może pochodzić z łac. sincerus - "czysty dźwięk", a według słownika American Heritage Dictionary słowo pochodzi od praindoeuropejskich słów *sem i *ker co ma oznaczać "czyste, nieskażone".
W filozofii
W filozofii języka, a przede wszystkim w jej nurcie pragmatycznym, reprezentowanym przez J.L. Austina i Johna Searle'a, szczerość jest warunkiem powodzenia aktów mowy. W Jak działać słowami (1962), Austin podkreśla, że pewne wypowiedzi mają sens wyłącznie, gdy spełniają wymóg bycia szczerymi; dotyczy to na przykład obietnic. Ten nurt rozważań stanowi rozszerzenie badań nad językiem, które odtąd nie zajmują się wyłącznie zagadnieniem prawdy, ale też konkretnej intencji wypowiedzi. Kryterium prawdziwości w takich kontekstach zostaje zastąpione kryterium szczerości wypowiedzi.
Granice szczerości
Szczerość nie polega jednak na ujawnianiu sekretów, które zostały komuś powierzone w zaufaniu. Obowiązek zachowania tajemnicy może wynikać np. ze złożonej przysięgi, z charakteru wykonywanego zawodu, np. lekarza, dziennikarza, bądź też z tego, że cnota miłości zabrania ujawniania czegoś, co mogłoby komuś innemu zaszkodzić czy zranić go.
W chrześcijaństwie
W chrześcijaństwie kładzie się dodatkowo duży nacisk na wagę szczerości wobec Boga i siebie: na kierownictwie duchowym, spowiedzi, na osobistej modlitwie, na rachunku sumienia. Nie jest możliwe obcowanie z Bogiem bez szczerości i nie jest możliwa przyjaźń między ludźmi bez szczerości
Na poziomie somatycznym przyczyną infantylizmu jest wywołana np. chorobą genetyczną niedoczynność przysadki w okresie dzieciństwa i idące za tym niedobór hormonu wzrostu oraz wtórna niedoczynność gruczołów płciowych. Zarówno u osobników dorosłych jak i młodocianych infantylizm objawia się dziecięcymi proporcjami ciała, niskim wzrostem, brakiem oznak dojrzewania płciowego.
Na poziomie psychicznym zespół cech infantylizmu może objawić się po długotrwałym zażywaniu niektórych środków psychoaktywnych (alkoholu, narkotyków, leków), po przebytych chorobach lub urazach.
W pedagogice infantylizm jest przejawianiem się u dorosłych cech, zachowań, postaw, które są typowe dla dzieci, lub u dzieci starszych typowych dla dzieci młodszych
wymowa:
IPA: [ˌĩnfãnˈtɨlʲism̥], AS: [ĩnfãntylʹism̦], zjawiska fonetyczne: zmięk.• wygł.• nazal.• akc. pob.
znaczenia:
rzeczownik, rodzaj męskorzeczowy
(1.1) naiwność, niedojrzałość w zachowaniu kogoś dorosłego[1]
(1.2) psych. patologiczne zahamowanie rozwoju psychicznego człowieka[1]; zob. też infantylizm w Wikipedii
(1.3) cecha tego, co infantylne
synonimy:
(1.1) dziecinada, zdziecinnienie
wyrazy pokrewne:
rzecz. infant m, infantka ż, infantylność ż, infantylizacja ż, infantylnienie n, infantylizowanie n
czas. infantylnieć, infantylizować
przym. infantylny
przysł. infantylnie
etymologia:
łac. infantilis → dziecinny
***********************************************************
Szczerość – wyrażanie tego, co się myśli (czuje) w sposób zgodny z rzeczywistością, oraz postępowanie zgodnie z tym, co się wyraża. W wielu kulturach (np. Starożytna Grecja, państwa konfucjańskie, chrześcijaństwo), cecha ta jest cnotą, a jej przeciwieństwami są dwulicowość, fałszywość, hipokryzja. Zdaniem Michela de Montaigne'a, szczerość jest cnotą rzadką i filozoficzną, pozwalającą na krytycyzm i na poprawę samego siebie. Szczerość (lub prawdomówność) stanowi istotny element samurajskiego kodeksu bushidō oraz jedną z tzw. cnót pruskich.
Etymologia
Nie jest oczywiste pochodzenie tego słowa w łacinie. Według popularnej etymologii słowo "szczerość" (sinceritas) pochodzi od słów sine = "bez", cera = "wosk", co ma nawiązywać do tego, że nieuczciwi rzeźbiarze w Rzymie czy Grecji przykrywali niedoróbki w ich pracy woskiem, aby ukryć je przez widzem. Zatem rzeźba "bez wosku" oznacza najwyższy stopień szczerości. Według innych możliwych etymologii słowo to może pochodzić z łac. sincerus - "czysty dźwięk", a według słownika American Heritage Dictionary słowo pochodzi od praindoeuropejskich słów *sem i *ker co ma oznaczać "czyste, nieskażone".
W filozofii
W filozofii języka, a przede wszystkim w jej nurcie pragmatycznym, reprezentowanym przez J.L. Austina i Johna Searle'a, szczerość jest warunkiem powodzenia aktów mowy. W Jak działać słowami (1962), Austin podkreśla, że pewne wypowiedzi mają sens wyłącznie, gdy spełniają wymóg bycia szczerymi; dotyczy to na przykład obietnic. Ten nurt rozważań stanowi rozszerzenie badań nad językiem, które odtąd nie zajmują się wyłącznie zagadnieniem prawdy, ale też konkretnej intencji wypowiedzi. Kryterium prawdziwości w takich kontekstach zostaje zastąpione kryterium szczerości wypowiedzi.
Granice szczerości
Szczerość nie polega jednak na ujawnianiu sekretów, które zostały komuś powierzone w zaufaniu. Obowiązek zachowania tajemnicy może wynikać np. ze złożonej przysięgi, z charakteru wykonywanego zawodu, np. lekarza, dziennikarza, bądź też z tego, że cnota miłości zabrania ujawniania czegoś, co mogłoby komuś innemu zaszkodzić czy zranić go.
W chrześcijaństwie
W chrześcijaństwie kładzie się dodatkowo duży nacisk na wagę szczerości wobec Boga i siebie: na kierownictwie duchowym, spowiedzi, na osobistej modlitwie, na rachunku sumienia. Nie jest możliwe obcowanie z Bogiem bez szczerości i nie jest możliwa przyjaźń między ludźmi bez szczerości
środa, 25 grudnia 2019
*****
25.XII. Dzień Narodzin Niezwyciężonego Słońca
(łac. Sol Invictus), które w opinii przeciwników Bożego Narodzenia jest tak ważne i wielkie, że Kościół w Rzymie ustanowił święto Narodzenia Pana Jezusa właśnie 25 grudnia, aby zastąpić pogańskie celebracje.
25 grudnia to data przesilenia zimowego. Do tego dnia noc się wydłuża, zwiększa się ciemność, a 25 grudnia następuje przełom w kalendarzu astronomicznym, w porach roku, w naturze. Zaczyna się wydłużać dzień. Datę wybrano na dzień Bożego Narodzenia dlatego, że najlepiej ilustruje czym jest narodzenie Pana Jezusa, które zawsze było przedstawiane w Biblii jako przyjście Światłości na świat, czy to jako pojawienie się Gwiazdy z Jakuba, czy przyjście Słońca Sprawiedliwości.
Święty Jan Ewangelista mówi: Przyszła Światłość na świat i rozświetliła ciemność nocy.
(łac. Sol Invictus), które w opinii przeciwników Bożego Narodzenia jest tak ważne i wielkie, że Kościół w Rzymie ustanowił święto Narodzenia Pana Jezusa właśnie 25 grudnia, aby zastąpić pogańskie celebracje.
25 grudnia to data przesilenia zimowego. Do tego dnia noc się wydłuża, zwiększa się ciemność, a 25 grudnia następuje przełom w kalendarzu astronomicznym, w porach roku, w naturze. Zaczyna się wydłużać dzień. Datę wybrano na dzień Bożego Narodzenia dlatego, że najlepiej ilustruje czym jest narodzenie Pana Jezusa, które zawsze było przedstawiane w Biblii jako przyjście Światłości na świat, czy to jako pojawienie się Gwiazdy z Jakuba, czy przyjście Słońca Sprawiedliwości.
Święty Jan Ewangelista mówi: Przyszła Światłość na świat i rozświetliła ciemność nocy.
wtorek, 24 grudnia 2019
czwartek, 12 grudnia 2019
pełnia
Bóg stworzył narkotyki aneksem, kilka minut po północy, w sobotnią noc, czyli właściwie w niedzielę, kiedy nie wolno mu już było pracować, a dzieło stworzenia dobiegło końca. Można więc powiedzieć, że stworzył narkotyki nielegalnie.
I wcale nie tłumaczy go to, że był zmęczony sześciodniową pracą.
Tuż przed północą, gdy poszedł do kuchni napić się czegoś mocniejszego, ogarnęły go nagle wątpliwości, a poczucie dumy i zadowolenia z siebie zastąpił dziwny, nieokreślony niepokój.
Zastukał w rurę i po chwili usłyszał za drzwiami człapanie – to była Sąsiadka. Przychodziła do niego o tej porze od kilku dni, żeby sprawdzić, jak postępują prace.
– Nie wyglądasz dobrze – powiedziała, wchodząc, bo nigdy nie owijała w bawełnę. – Właściwie wyglądasz jak własna śmierć. Skończyłeś?
– Skończyłem. – Bóg uśmiechnął się i przysunął jej krzesło, żeby usiadła. Znali się od zawsze, kiedyś nawet czuli do siebie miętę, ale teraz byli już za starzy na takie sprawy.
– I jak poszło?
– Jestem przerażająco zmęczony. I czuję, że coś jest nie tak – powiedział Bóg ostrożnie.
Sąsiadka czule poklepała go po dłoni, potem wstała, podniosła klapę świata i zajrzała do środka. Na jej ciemnej twarzy zamigotały refleksy bijącego stamtąd światła. Sąsiadka milczała dłuższą chwilę, patrząc uważnie.
– To nie jest dobre – odezwała się w końcu. – Nie obraź się, ale bardzo dużo tego wszystkiego. Za bardzo intensywne, jakieś takie krzykliwe. Za nędzne. Dla wielu będzie to nie do zniesienia.
– Jedną z fundamentalnych cech rzeczywistości jest to, że nie da się jej znieść – odparł na to Bóg nieco obrażonym tonem. – Dlatego dodałem tam czas. Wszystko trwa chwilę i to jest najlepszy samoregulator.
Sąsiadka zamknęła klapę i wróciła do stołu. Nalała im obojgu solidną porcję whisky.
– Nie wydaje ci się, że dałeś im trochę za dużo władzy? Tym nagim dwunogom. Nie przesadziłeś? Tylko dlatego, że mają być do ciebie podobni? Zresztą wcale nie są podobni, tylko na siebie spójrz…
– Dla ciebie to najlepiej nic nie robić, nic nie stwarzać – powiedział Bóg zniecierpliwiony. – Mogłabyś mnie kiedyś choć raz pochwalić. Zawsze się tak umęczę, a nigdy nie dostaję żadnych wzmocnień.
– Nigdy nie mów „nigdy” i „zawsze”. Takie pojęcia nie istnieją, dobrze o tym wiesz.
Bóg zabulgotał urażony.
– No już dobrze, już dobrze – Sąsiadka zmieniła ton. – Są tam fajne rzeczy. Z tego wszystkiego, co zrobiłeś, najbardziej podoba mi się muchomor. To prawdziwe dzieło sztuki, czyli mówiąc w skrócie: coś, co jest kompletnie niepotrzebne, a jednak nas zachwyca.
Na boską twarz wróciły rumieńce.
– Co miałeś na myśli, tworząc go? Dlaczego stworzyłeś coś takiego jak muchomor?
– Może z powodu urody? – powiedział niepewnie Bóg. – Że taki czerwony i w kropki?
Sąsiadka westchnęła i sięgnęła po szklankę.
– Zresztą, co tam muchomor! – wykrzyknął po chwili Bóg, wyraźnie ożywiony pochwałą. – A widziałaś tych jego małych polnych kuzynów? Spiczaste psylocybki, ubodzy krewni. Widziałaś, jakie cienkie mają nóżki? Prawie ich nie widać. Bez nich też mogłoby się obejść, a jednak są.
Bóg mówił w podnieceniu, ale przy ostatnim zdaniu jego entuzjazm znowu zaczął znikać. W końcu westchnął ciężko:
– No tak, to tylko grzyby. Ale ogólnie to mi nie wyszło, prawda? Spieprzyłem sprawę… A najbardziej z ludźmi. Oni wyszli mi zbyt niespokojni, agresywni z byle powodu, ciągle niezadowoleni i pazerni. Wszystko popsują i sami będą przy tym cierpieć. Będą do mnie nieustannie wołać spod tej klapy, a ja się będę denerwował.
– No, nie można tego tak powiedzieć, że spieprzyłeś – odezwała się po dłuższej chwili Sąsiadka. – Zawsze są jakieś możliwości naprawienia…
– Już za późno. Już niedziela.
– Ach, daj spokój, przecież ty tu rządzisz.
Bóg patrzył tępo w blat stołu.
– Te grzybki… Trzymajmy się tego, co ci wyszło – powiedziała Sąsiadka. – A gdybyś tak wymyślił kilka pięknych mikstur i powrzucał je do różnych twoich dzieł sztuki, co? Tak, żeby tych ludzi trochę oszołomić, żeby dać im piękne chwile?
Bóg podniósł na nią wzrok i w jego oczach zagrało światło.
– Dobre – powiedział. – I zrobić tak, żeby musieli to ciągle brać, szukać tego, marzyć o tym… żeby ich to wiązało, osłabiało. Żeby odwracało ciągle ich uwagę.
– No, nie to miałam na myśli. Raczej…
– Ale wtedy miałbym dwa w jednym – przerwał jej. – Trzymałbym ich na wodzy, nie domagaliby się wtedy wyjścia poza klapę. Zajęliby się sobą i nie zawracali mi więcej głowy. Miałbym ich w garści… Kochana, jesteś genialna. Która godzina?
Sąsiadka ciężko westchnęła.
– Jest pięć po dwunastej, to już niedziela.
– Cholera jasna!
– Z prawnego punktu widzenia możesz zrobić aneks po czasie. Jesteś w końcu Bogiem.
– Tak mówisz?
Bóg skoczył na równe nogi i zabrał się do pracy. Nalał do czajnika wody, a potem zaczął coś mieszać w pustych puszkach po konserwach i słoikach. Przez cały czas mówił do siebie pod nosem: „opiaty” albo „dietyloamid kwasu lizergowego” i jeszcze jakieś formuły, które trudno było zrozumieć. W końcu miał w kubku kilka różnych substancji, które starannie wymieszał.
– Jak mam to rozmieścić? Do czego to włożyć? Jak myślisz? Mów szybko. To musi działać, zanim jeszcze zaczną się te kłopoty z jabłkiem.
– Otwórz klapę i wrzuć to tam po prostu. Niech spadnie, gdzie spadnie. Oni będą uwielbiali to słowo „przypadek”. Lepiej, żeby nie łączyli tego z tobą i nie wiedzieli, że zrobiłeś to specjalnie.
– Mogliby mnie obwiniać o złe zamiary… – przyznał jej rację. Wziął w palce szczyptę stworzonych przed chwilą substancji i delikatnie posypywał nią wszystko, co było pod klapą. Wyglądało, jakby solił potrawę. Sąsiadka nachyliła się nad światem i patrzyła, gdzie spada pył.
– Ten kwas wpadł prosto w zboże, a inne poleciały na to cudowne pole maku.
– O, i na trawy… I na moje grzyby! Patrz!
Gdy Bóg skończył, zatrzasnął klapę i długo siedzieli w milczeniu. Niedziela rozkwitła nad nimi do pełna.
– To chyba nie było w porządku z mojej strony – powiedział nagle Bóg.
– Daj spokój – odpowiedziała mu Sąsiadka i uspokajająco położyła swoją dłoń na jego dłoni. – Musisz się w końcu przyzwyczaić, że Bóg się nie myli.
I dodała, wstając:
– Pora spać.
Olga Tokarczuk
środa, 11 grudnia 2019
sobota, 7 grudnia 2019
piątek, 6 grudnia 2019
środa, 4 grudnia 2019
piątek, 29 listopada 2019
czwartek, 28 listopada 2019
poniedziałek, 25 listopada 2019
sobota, 16 listopada 2019
środa, 13 listopada 2019
wtorek, 12 listopada 2019
środa, 30 października 2019
piątek, 18 października 2019
sobota, 21 września 2019
aj goł tu slip
(...) milkła na kilka dni, jakby szukając sposobu, żeby się obudzić,
myślała, że może śni życie na niewłaściwym boku,
ale jakoś nie zdołała się odwrócić...
- Wojciech Kuczok -
myślała, że może śni życie na niewłaściwym boku,
ale jakoś nie zdołała się odwrócić...
- Wojciech Kuczok -
czwartek, 19 września 2019
wtorek, 17 września 2019
poniedziałek, 9 września 2019
sobota, 7 września 2019
czwartek, 5 września 2019
środa, 4 września 2019
niedziela, 1 września 2019
niedziela
...
Niewolnicy szli powoli jeden za drugim, a każdy niósł oszlifowany kamień. Czterech szeregów, każdy o długości półtora kilometra, z kamieniołomów do miejsca, gdzie zaczęto budować miasta-twierdzy, pilnowali strażnicy.
Na dziesięciu niewolników przypadał jeden uzbrojony wojownik-strażnik. Obok idących niewolników, na szczycie trzynastometrowej, zbudowanej z oszlifowanych kamieni ludzkimi rękami góry, siedział Kratos – jeden z naczelnych kapłanów; w ciągu czterech miesięcy w milczeniu obserwował¸ to, co się działo. Nikt go nie odciągał, nikt nawet spojrzeniem nie śmiał przerwać jego rozmyślań. Niewolnicy i straże traktowali sztuczną górę z tronem na szczycie jako nieodłączną część krajobrazu. A na człowieka
– to siedzącego nieruchomo na tronie, to przechadzającego się po placu na szczycie góry – już
nikt nie zwracał uwagi. Kratos postawił przed sobą zadanie: zreorganizować państwo, na tysiąclecie
umocnić władzę kapłanów, podporządkować im wszystkich ludzi na Ziemi, czyniąc z nich – łącznie
z władcami państw – kapłańskich niewolników.
* * *
Pewnego razu Kratos zszedł na dół, pozostawiwszy na tronie swojego sobowtóra. Kapłan zmienił
odzież, zdjął perukę. Nakazał naczelnikowi straży, aby go zakuć w łańcuch jak prostego niewolnika i postawić w szeregu za młodym i silnym niewolnikiem imieniem Nard.
Wpatrując się w twarze niewolników, Kratos zauważył, że ten młody człowiek ma spojrzenie dociekliwe
i krytyczne, a nie błędne lub obojętne jak wielu. Twarz Narda była to skupiona i zamyślona, to wzruszona.
..znaczy to, że nosi on w sobie jakiś swój plan – zrozumiał¸ kapłan, lecz chciał si´ przekonać, jak
dalece trafna była jego obserwacja.
Przez dwa dni Kratos Śledził Narda, w milczeniu taszczył kamienie, siedział przy nim w czasie posiłku i spał obok na pryczy. Trzeciej nocy, gdy tylko padła komenda “Spać!”, Kratos obrócił się do młodego
niewolnika i szeptem pełnym goryczy i rozpaczy wypowiedział nie wiadomo do kogo skierowane pytanie:
“Czy˝ tak już będzie przez całą resztę życia?”.
Kapłan zobaczył: młody niewolnik drgnął i natychmiast odwrócił się twarzą do niego, jego oczy
błyszczały. Migotały nawet przy mdłym świetle pochodni dużego baraku.
– To nie będzie trwać długo. Ja obmyślam plan. I ty, staruszku, też możesz w nim uczestniczyć –
wyszeptał młody niewolnik.
– Jaki plan? – obojętnie i z westchnieniem zapytał kapłan.
Nard gorąco i z przekonaniem zaczął objaśniać:
– I ty, staruszku i ja i my wszyscy wkrótce będziemy wolnymi ludźmi, a nie niewolnikami. Policz,
staruszku: na każdych dziesięciu niewolników przypada jeden strażnik. A piętnastu niewolnic, które przygotowują
pożywienie, szyją odzież, też pilnuje jeden strażnik. Jeżeli o umówionej godzinie wszyscy rzucimy
się na straże, to pokonamy je. Niech strażnicy będą uzbrojeni, a my zakuci w ¸łańcuchy. Nas dziesięciu na każdego, a łańcuchy też można wykorzystywać jak broń, podstawiając je pod uderzenie miecza.
Rozbroimy wszystkich strażników, zwiążemy ich i przejmiemy broń.
– Ach, młodzieńcze – znów westchnął Kratos i na pozór obojętnie powiedział: – Twój plan jest nieprzemyślany:
strażników, którzy nas obserwują, można rozbroić, lecz wkrótce władca przyśle nowych,
byç może nawet całą armię i zabije zbuntowanych niewolników.
– Ja i o tym pomyślałem, staruszku. Trzeba wybrać taki czas, kiedy nie będzie armii. I ten czas nadchodzi.
My widzimy, jak przygotowują armię do wymarszu. Szykują prowiant na trzy miesiące drogi, a to
znaczy, że za trzy miesiące armia dotrze w wyznaczone miejsce i podejmie walkę. W bitwie osłabnie,
lecz zwycięży, pojmie wielu nowych niewolników. Dla nich już buduje się nowe baraki. Powinniśmy zacząć rozbrajać straż, gdy tylko armia naszego władcy rozpocznie bitwę z inną armią. Gońcy będą potrzebować miesiąca, aby dostarczyć wiadomość o konieczności natychmiastowego powrotu. Osłabiona armia będzie wracać przez co najmniej trzy miesiące. W ciągu czterech miesięcy będziemy w stanie przygotować się do spotkania. Nas będzie nie mniej niż żołnierzy w armii. Pochwyceni niewolnicy zechcą być z nami, kiedy zobaczą, co się wydarzyło. Ja wszystko zaplanowałem jak należy, staruszku.
– Tak, młodzieńcze, ty ze swym planem i ze swoimi myślami możesz strażników rozbroić i odnieść
zwycięstwo nad armią – odpowiedział kapłan już nieco bardziej ożywiony i dodał: – Lecz co potem zaczną robić niewolnicy i co będzie z władcami, strażnikami i żołnierzami?
– O tym niewiele myślałem. I na razie przychodzi mi do głowy jedno: wszyscy, którzy byli niewolnikami,
staną się ludźmi wolnymi. Wszyscy zaś, którzy dzisiaj nie są niewolnikami, będą nimi – jakby głośno
myśląc, nie do końca pewien odpowiedział Nard.
– A kapłanów? Powiedz mi młodzieńcze, kapłanów zaliczysz do niewolników czy do ludzi wolnych,
kiedy zwyciężysz?
– Kapłanów? O tym też nie myślałem. Lecz teraz proponuję: niech kapłani zostaną, jak są. Słuchają
ich niewolnicy, władcy. Choć trudno ich niekiedy zrozumieć, to jednak myślę, że są nieszkodliwi. Niech
opowiadają o bogach, a my sami i tak wiemy, jak lepiej przeżyć swoje życie.
– Jak lepiej – to dobrze – odpowiedział kapłan i udał, że strasznie chce mu się spać.
Ale Kratos tej nocy nie spał. Rozmyślał. “Oczywiście – myślał, najprościej o spisku powiadomić
władcę i schwytać młodzieńca-niewolnika, on ewidentnie był głównym inspiratorem. Lecz to nie rozwiązanie problemu. Chęć oswobodzenia się zawsze w niewolnikach będzie tkwić. Pojawią się nowi przywódcy, będą opracowywać nowe plany, a skoro tak – główna groźba dla państwa zawsze będzie istnieć w jego wnętrzu”.
Przed Kratosem stało zadanie: opracować plan zniewolenia całego świata. On rozumiał: nie uda się
osiągnąć celu tylko za pomocą fizycznej przemocy. Niezbędne jest psychologiczne oddziaływanie na
każdego człowieka, na całe narody. Trzeba transformować ludzką myśl, wmówić każdemu, że niewolnictwo jest najwyższym dobrem. Trzeba uruchomić samorzutnie rozwijający się program, który będzie dezorientować całe narody w przestrzeni, czasie i pojęciach. A co najważniejsze – w adekwatnej percepcji rzeczywistości. Myśl Kratosa pracowała coraz szybciej, przestał odczuwać ciało, ciężkie kajdany na rękach i nogach. I nagle, jak przebłysk błyskawicy, powstał program. Jeszcze nie uszczegółowiony i nie do wytłumaczenia, lecz już odczuwalny i palący ogromną skalą swego zasięgu! Kratos poczuł się samowładczym panem świata.
Kapłan leżący na pryczy zakuty w kajdany i sam się sobą zachwycał: “Jutro rano, kiedy poprowadzą
wszystkich do pracy, dam umowny znak i naczelnik ochrony nakaże wyprowadzić mnie z szeregu niewolników,
zdjąć kajdany. Uszczegółowił swój program, powiem kilka słów i świat zacznie się zamieniać.
Niewiarygodne! Raptem kilka słów – i cały świat podporządkuje się mnie, mojej myśli. Bóg rzeczywiście
dał człowiekowi siłę, która nie ma sobie równej we Wszechświecie, ta siła – to ludzka myśl. Ona tworzy
słowa i zmienia bieg historii.
Sytuacja ułożyła się nadzwyczaj pomyślnie. Niewolnicy przygotowali plan powstania. Plan ten jest
racjonalny i najwyraźniej może doprowadzić do pozytywnego dla nich rezultatu przejściowego. Lecz ja za
pomocą zaledwie kilku zdań zmuszę nie tylko ich, lecz również potomków dzisiejszych niewolników,
a i władców ziemskich do bycia niewolnikami przez nadchodzące tysiąc lat”.
Rankiem na znak Kratosa naczelnik ochrony zdjął zeń kajdany. I już następnego dnia na jego plac
obserwacyjny zostało zaproszonych pozostałych pięciu kapłanów i faraon. Kratos zaczął swoją mową do
zebranych:
– To, co teraz usłyszycie, nie powinno być przez nikogo zapisane ani przekazane dalej. Wokoło nas
nie ma ścian i moich s¸ów nie usłyszy nikt poza wami. Wymyśliłem sposób zamienienia wszystkich ludzi
żyjących na Ziemi w niewolników naszego faraona. Nie można tego uczynić nawet przy pomocy niezliczonych wojsk i wyczerpujących wojen. Lecz ja to uczynię kilkoma zdaniami. Miną w sumie dwa dni od ich wypowiedzenia, a przekonacie się, jak świat zacznie się zmieniać. Patrzcie: na dole długie szeregi
zakutych w łańcuchy niewolników niosących po jednym kamieniu. Pilnuje ich mnóstwo żołnierzy. Im więcej niewolników, tym lepiej dla państwa – tak zawsze uważaliśmy. Ale im więcej niewolników, tym bardziej trzeba obawiać się ich buntu. Wzmacniamy straże. Musimy dobrze karmić swoich niewolników, bo inaczej nie będą mogli wykonywać ciężkiej fizycznej pracy. Lecz oni tak czy inaczej są leniwi i skłonni do buntu. Patrzcie, jak wolno się poruszają, a rozleniwiona straż nie popędza ich kańczugami i nie bije
nawet zdrowych i silnych niewolników. Ale oni zaczną się poruszać o wiele szybciej. I nie będzie im potrzebna straż. Strażnicy też staną się niewolnikami. Dokonać czegoś podobnego można w następujący
sposób. Niech dzisiaj przed zachodem heroldowie rozniosą dekret faraona, w którym będzie powiedziane:
“Z nastaniem świtu nowego dnia wszystkich niewolnikom darowana zostaje całkowita wolność. Za
każdy kamień dostarczony do miasta wolny człowiek będzie otrzymywać jedną monetę. Monety można
zamienić na jedzenie, odzież, mieszkanie, pałac w mieście czy samo miasto. Odtąd jesteście wolnymi
ludźmi”.
Kiedy kapłani uświadomili sobie, co mówi Kratos, jeden z nich, najstarszy wiekiem, powiedział:
– Jesteś demonem, Kratosie. To, co jest twoim zamysłem, spowije demonizmem mnóstwo ziemskich
narodów.
– Niech będę demonem, a to, co jest moim zamysłem, niech ludzie w przyszłości demokracją nazywają.
* * *
Dekret został niewolnikom ogłoszony o zachodzie, wprawiło ich to w zdumienie, a wielu nie spało
w nocy, obmyślając nowe, szczęśliwe życie.
Rankiem następnego dnia kapłani i faraon ponownie weszli na plac na szczycie sztucznej góry. Obraz,
który pojawi¸ się przed ich oczyma, porusza¸ wyobraźnię. Tysiące ludzi, byłych niewolników, na wyścigi
ciągnęły te same kamienie, co wcześniej. Zalewając się potem, wielu niosło po dwa kamienie. Inni,
którzy mieli po jednym, biegli, zostawiając za sobą unoszący się kurz. Niektórzy strażnicy też ciągnęli kamienie. Ludzie, którzy uważali siebie za wolnych – wszak zdjęto z nich kajdany – dążyli do zdobycia
jak największej ilości upragnionych monet, aby zbudować swoje szczęśliwe życie.
Kratos jeszcze kilka miesięcy spędzi¸ na swoim placu, z satysfakcją obserwując to, co się dzieje
na dole. A zmiany były kolosalne. Część niewolników połączyła się w niewielkie grupy, zbudowała wózki
i naładowawszy kamieniami do samej góry, pchała je, oblewając się potem.
“Oni wymyślą jeszcze wiele urządzeń – z satysfakcją myślał po cichu Kratos – ot i już usługi wewnętrzne się pojawiły: roznosiciele wody i pożywienia. Niektórzy niewolnicy jedli wprost w biegu, nie
chcąc tracić czasu na drogę do baraku, aby spożyć posiłek, i płacili przynoszącym otrzymywanymi monetami.
Wiadomo, że i lekarze pojawili się wśród nich: w biegu wręcz udzielając pomocy poszkodowanym.
I też za monety, wybrano też kierujących ruchem. Wkrótce wybiorą sobie naczelników, sędziów. Niech
wybierają: oni przecie˝ będą się uważać za wolnych, a istota rzeczy nie uległa zmianie, oni jak dawniej
targają kamienie… .
I pędzą tak przez tysiąclecia – w tumanach kurzu, oblewając się potem, taszcząc ciężkie kamienie.
Także i dzisiaj potomkowie tych niewolników wciąż tak gnają bez sensu. . . ..."
(Oryginał tekstu z książki “Anastazja” Władimira Megre.)
Niewolnicy szli powoli jeden za drugim, a każdy niósł oszlifowany kamień. Czterech szeregów, każdy o długości półtora kilometra, z kamieniołomów do miejsca, gdzie zaczęto budować miasta-twierdzy, pilnowali strażnicy.
Na dziesięciu niewolników przypadał jeden uzbrojony wojownik-strażnik. Obok idących niewolników, na szczycie trzynastometrowej, zbudowanej z oszlifowanych kamieni ludzkimi rękami góry, siedział Kratos – jeden z naczelnych kapłanów; w ciągu czterech miesięcy w milczeniu obserwował¸ to, co się działo. Nikt go nie odciągał, nikt nawet spojrzeniem nie śmiał przerwać jego rozmyślań. Niewolnicy i straże traktowali sztuczną górę z tronem na szczycie jako nieodłączną część krajobrazu. A na człowieka
– to siedzącego nieruchomo na tronie, to przechadzającego się po placu na szczycie góry – już
nikt nie zwracał uwagi. Kratos postawił przed sobą zadanie: zreorganizować państwo, na tysiąclecie
umocnić władzę kapłanów, podporządkować im wszystkich ludzi na Ziemi, czyniąc z nich – łącznie
z władcami państw – kapłańskich niewolników.
* * *
Pewnego razu Kratos zszedł na dół, pozostawiwszy na tronie swojego sobowtóra. Kapłan zmienił
odzież, zdjął perukę. Nakazał naczelnikowi straży, aby go zakuć w łańcuch jak prostego niewolnika i postawić w szeregu za młodym i silnym niewolnikiem imieniem Nard.
Wpatrując się w twarze niewolników, Kratos zauważył, że ten młody człowiek ma spojrzenie dociekliwe
i krytyczne, a nie błędne lub obojętne jak wielu. Twarz Narda była to skupiona i zamyślona, to wzruszona.
..znaczy to, że nosi on w sobie jakiś swój plan – zrozumiał¸ kapłan, lecz chciał si´ przekonać, jak
dalece trafna była jego obserwacja.
Przez dwa dni Kratos Śledził Narda, w milczeniu taszczył kamienie, siedział przy nim w czasie posiłku i spał obok na pryczy. Trzeciej nocy, gdy tylko padła komenda “Spać!”, Kratos obrócił się do młodego
niewolnika i szeptem pełnym goryczy i rozpaczy wypowiedział nie wiadomo do kogo skierowane pytanie:
“Czy˝ tak już będzie przez całą resztę życia?”.
Kapłan zobaczył: młody niewolnik drgnął i natychmiast odwrócił się twarzą do niego, jego oczy
błyszczały. Migotały nawet przy mdłym świetle pochodni dużego baraku.
– To nie będzie trwać długo. Ja obmyślam plan. I ty, staruszku, też możesz w nim uczestniczyć –
wyszeptał młody niewolnik.
– Jaki plan? – obojętnie i z westchnieniem zapytał kapłan.
Nard gorąco i z przekonaniem zaczął objaśniać:
– I ty, staruszku i ja i my wszyscy wkrótce będziemy wolnymi ludźmi, a nie niewolnikami. Policz,
staruszku: na każdych dziesięciu niewolników przypada jeden strażnik. A piętnastu niewolnic, które przygotowują
pożywienie, szyją odzież, też pilnuje jeden strażnik. Jeżeli o umówionej godzinie wszyscy rzucimy
się na straże, to pokonamy je. Niech strażnicy będą uzbrojeni, a my zakuci w ¸łańcuchy. Nas dziesięciu na każdego, a łańcuchy też można wykorzystywać jak broń, podstawiając je pod uderzenie miecza.
Rozbroimy wszystkich strażników, zwiążemy ich i przejmiemy broń.
– Ach, młodzieńcze – znów westchnął Kratos i na pozór obojętnie powiedział: – Twój plan jest nieprzemyślany:
strażników, którzy nas obserwują, można rozbroić, lecz wkrótce władca przyśle nowych,
byç może nawet całą armię i zabije zbuntowanych niewolników.
– Ja i o tym pomyślałem, staruszku. Trzeba wybrać taki czas, kiedy nie będzie armii. I ten czas nadchodzi.
My widzimy, jak przygotowują armię do wymarszu. Szykują prowiant na trzy miesiące drogi, a to
znaczy, że za trzy miesiące armia dotrze w wyznaczone miejsce i podejmie walkę. W bitwie osłabnie,
lecz zwycięży, pojmie wielu nowych niewolników. Dla nich już buduje się nowe baraki. Powinniśmy zacząć rozbrajać straż, gdy tylko armia naszego władcy rozpocznie bitwę z inną armią. Gońcy będą potrzebować miesiąca, aby dostarczyć wiadomość o konieczności natychmiastowego powrotu. Osłabiona armia będzie wracać przez co najmniej trzy miesiące. W ciągu czterech miesięcy będziemy w stanie przygotować się do spotkania. Nas będzie nie mniej niż żołnierzy w armii. Pochwyceni niewolnicy zechcą być z nami, kiedy zobaczą, co się wydarzyło. Ja wszystko zaplanowałem jak należy, staruszku.
– Tak, młodzieńcze, ty ze swym planem i ze swoimi myślami możesz strażników rozbroić i odnieść
zwycięstwo nad armią – odpowiedział kapłan już nieco bardziej ożywiony i dodał: – Lecz co potem zaczną robić niewolnicy i co będzie z władcami, strażnikami i żołnierzami?
– O tym niewiele myślałem. I na razie przychodzi mi do głowy jedno: wszyscy, którzy byli niewolnikami,
staną się ludźmi wolnymi. Wszyscy zaś, którzy dzisiaj nie są niewolnikami, będą nimi – jakby głośno
myśląc, nie do końca pewien odpowiedział Nard.
– A kapłanów? Powiedz mi młodzieńcze, kapłanów zaliczysz do niewolników czy do ludzi wolnych,
kiedy zwyciężysz?
– Kapłanów? O tym też nie myślałem. Lecz teraz proponuję: niech kapłani zostaną, jak są. Słuchają
ich niewolnicy, władcy. Choć trudno ich niekiedy zrozumieć, to jednak myślę, że są nieszkodliwi. Niech
opowiadają o bogach, a my sami i tak wiemy, jak lepiej przeżyć swoje życie.
– Jak lepiej – to dobrze – odpowiedział kapłan i udał, że strasznie chce mu się spać.
Ale Kratos tej nocy nie spał. Rozmyślał. “Oczywiście – myślał, najprościej o spisku powiadomić
władcę i schwytać młodzieńca-niewolnika, on ewidentnie był głównym inspiratorem. Lecz to nie rozwiązanie problemu. Chęć oswobodzenia się zawsze w niewolnikach będzie tkwić. Pojawią się nowi przywódcy, będą opracowywać nowe plany, a skoro tak – główna groźba dla państwa zawsze będzie istnieć w jego wnętrzu”.
Przed Kratosem stało zadanie: opracować plan zniewolenia całego świata. On rozumiał: nie uda się
osiągnąć celu tylko za pomocą fizycznej przemocy. Niezbędne jest psychologiczne oddziaływanie na
każdego człowieka, na całe narody. Trzeba transformować ludzką myśl, wmówić każdemu, że niewolnictwo jest najwyższym dobrem. Trzeba uruchomić samorzutnie rozwijający się program, który będzie dezorientować całe narody w przestrzeni, czasie i pojęciach. A co najważniejsze – w adekwatnej percepcji rzeczywistości. Myśl Kratosa pracowała coraz szybciej, przestał odczuwać ciało, ciężkie kajdany na rękach i nogach. I nagle, jak przebłysk błyskawicy, powstał program. Jeszcze nie uszczegółowiony i nie do wytłumaczenia, lecz już odczuwalny i palący ogromną skalą swego zasięgu! Kratos poczuł się samowładczym panem świata.
Kapłan leżący na pryczy zakuty w kajdany i sam się sobą zachwycał: “Jutro rano, kiedy poprowadzą
wszystkich do pracy, dam umowny znak i naczelnik ochrony nakaże wyprowadzić mnie z szeregu niewolników,
zdjąć kajdany. Uszczegółowił swój program, powiem kilka słów i świat zacznie się zamieniać.
Niewiarygodne! Raptem kilka słów – i cały świat podporządkuje się mnie, mojej myśli. Bóg rzeczywiście
dał człowiekowi siłę, która nie ma sobie równej we Wszechświecie, ta siła – to ludzka myśl. Ona tworzy
słowa i zmienia bieg historii.
Sytuacja ułożyła się nadzwyczaj pomyślnie. Niewolnicy przygotowali plan powstania. Plan ten jest
racjonalny i najwyraźniej może doprowadzić do pozytywnego dla nich rezultatu przejściowego. Lecz ja za
pomocą zaledwie kilku zdań zmuszę nie tylko ich, lecz również potomków dzisiejszych niewolników,
a i władców ziemskich do bycia niewolnikami przez nadchodzące tysiąc lat”.
Rankiem na znak Kratosa naczelnik ochrony zdjął zeń kajdany. I już następnego dnia na jego plac
obserwacyjny zostało zaproszonych pozostałych pięciu kapłanów i faraon. Kratos zaczął swoją mową do
zebranych:
– To, co teraz usłyszycie, nie powinno być przez nikogo zapisane ani przekazane dalej. Wokoło nas
nie ma ścian i moich s¸ów nie usłyszy nikt poza wami. Wymyśliłem sposób zamienienia wszystkich ludzi
żyjących na Ziemi w niewolników naszego faraona. Nie można tego uczynić nawet przy pomocy niezliczonych wojsk i wyczerpujących wojen. Lecz ja to uczynię kilkoma zdaniami. Miną w sumie dwa dni od ich wypowiedzenia, a przekonacie się, jak świat zacznie się zmieniać. Patrzcie: na dole długie szeregi
zakutych w łańcuchy niewolników niosących po jednym kamieniu. Pilnuje ich mnóstwo żołnierzy. Im więcej niewolników, tym lepiej dla państwa – tak zawsze uważaliśmy. Ale im więcej niewolników, tym bardziej trzeba obawiać się ich buntu. Wzmacniamy straże. Musimy dobrze karmić swoich niewolników, bo inaczej nie będą mogli wykonywać ciężkiej fizycznej pracy. Lecz oni tak czy inaczej są leniwi i skłonni do buntu. Patrzcie, jak wolno się poruszają, a rozleniwiona straż nie popędza ich kańczugami i nie bije
nawet zdrowych i silnych niewolników. Ale oni zaczną się poruszać o wiele szybciej. I nie będzie im potrzebna straż. Strażnicy też staną się niewolnikami. Dokonać czegoś podobnego można w następujący
sposób. Niech dzisiaj przed zachodem heroldowie rozniosą dekret faraona, w którym będzie powiedziane:
“Z nastaniem świtu nowego dnia wszystkich niewolnikom darowana zostaje całkowita wolność. Za
każdy kamień dostarczony do miasta wolny człowiek będzie otrzymywać jedną monetę. Monety można
zamienić na jedzenie, odzież, mieszkanie, pałac w mieście czy samo miasto. Odtąd jesteście wolnymi
ludźmi”.
Kiedy kapłani uświadomili sobie, co mówi Kratos, jeden z nich, najstarszy wiekiem, powiedział:
– Jesteś demonem, Kratosie. To, co jest twoim zamysłem, spowije demonizmem mnóstwo ziemskich
narodów.
– Niech będę demonem, a to, co jest moim zamysłem, niech ludzie w przyszłości demokracją nazywają.
* * *
Dekret został niewolnikom ogłoszony o zachodzie, wprawiło ich to w zdumienie, a wielu nie spało
w nocy, obmyślając nowe, szczęśliwe życie.
Rankiem następnego dnia kapłani i faraon ponownie weszli na plac na szczycie sztucznej góry. Obraz,
który pojawi¸ się przed ich oczyma, porusza¸ wyobraźnię. Tysiące ludzi, byłych niewolników, na wyścigi
ciągnęły te same kamienie, co wcześniej. Zalewając się potem, wielu niosło po dwa kamienie. Inni,
którzy mieli po jednym, biegli, zostawiając za sobą unoszący się kurz. Niektórzy strażnicy też ciągnęli kamienie. Ludzie, którzy uważali siebie za wolnych – wszak zdjęto z nich kajdany – dążyli do zdobycia
jak największej ilości upragnionych monet, aby zbudować swoje szczęśliwe życie.
Kratos jeszcze kilka miesięcy spędzi¸ na swoim placu, z satysfakcją obserwując to, co się dzieje
na dole. A zmiany były kolosalne. Część niewolników połączyła się w niewielkie grupy, zbudowała wózki
i naładowawszy kamieniami do samej góry, pchała je, oblewając się potem.
“Oni wymyślą jeszcze wiele urządzeń – z satysfakcją myślał po cichu Kratos – ot i już usługi wewnętrzne się pojawiły: roznosiciele wody i pożywienia. Niektórzy niewolnicy jedli wprost w biegu, nie
chcąc tracić czasu na drogę do baraku, aby spożyć posiłek, i płacili przynoszącym otrzymywanymi monetami.
Wiadomo, że i lekarze pojawili się wśród nich: w biegu wręcz udzielając pomocy poszkodowanym.
I też za monety, wybrano też kierujących ruchem. Wkrótce wybiorą sobie naczelników, sędziów. Niech
wybierają: oni przecie˝ będą się uważać za wolnych, a istota rzeczy nie uległa zmianie, oni jak dawniej
targają kamienie… .
I pędzą tak przez tysiąclecia – w tumanach kurzu, oblewając się potem, taszcząc ciężkie kamienie.
Także i dzisiaj potomkowie tych niewolników wciąż tak gnają bez sensu. . . ..."
(Oryginał tekstu z książki “Anastazja” Władimira Megre.)
sobota, 24 sierpnia 2019
niedziela, 18 sierpnia 2019
środa, 14 sierpnia 2019
47
"Zostałem wegetarianinem w wieku 55 lat i zawsze żałowalem że nie zrobiłem tego wcześniej, ale....lepiej późno niż wcale.
Jesteśmy wszyscy stworzeniami bożymi i nie ma sensu prosić Boga o łaskę i sprawiedliwość jeśli będziemy kontynuować zabijanie zwierząt by żywić się ich zwłokami.
Niektórzy wmawiają nam że one nie posiadają duszy ani uczuć......lecz to jest kłamstwo, tylko po to by usprawiedliwić nasze okrucieństwo"
~ Izaak Singer
Jesteśmy wszyscy stworzeniami bożymi i nie ma sensu prosić Boga o łaskę i sprawiedliwość jeśli będziemy kontynuować zabijanie zwierząt by żywić się ich zwłokami.
Niektórzy wmawiają nam że one nie posiadają duszy ani uczuć......lecz to jest kłamstwo, tylko po to by usprawiedliwić nasze okrucieństwo"
~ Izaak Singer
![]() |
| Źródło |
wtorek, 13 sierpnia 2019
wtoreczek
pisz o tym
bądź naturalna ale
nie pisz o tym
ani o tamtym
oni ograniczają moją wolność ale
ja przecież mogę
twoją
nudy na pudy
bądź sobą ale
poprawną politycznie
wyjdź poza szereg
a zjem cię
utoczę sobie trochę krwi dziś
wyjdzie na zdrowie wszystkim
bądź naturalna ale
nie pisz o tym
ani o tamtym
oni ograniczają moją wolność ale
ja przecież mogę
twoją
nudy na pudy
bądź sobą ale
poprawną politycznie
wyjdź poza szereg
a zjem cię
utoczę sobie trochę krwi dziś
wyjdzie na zdrowie wszystkim
Subskrybuj:
Posty (Atom)














