"
pewna forma ślepej uczciwości, chociaż czasami okazuje się, że jest to tylko ślepota..."
w dzisiejszym DF jest ciekawy artykuł o byłym SJ:
http://wyborcza.pl/duzyformat/1,140680,16616927.html
zaglądając do mnie wiecie,
że przez kilka dobrych miesięcy studiowałam razem ze SJ ,
jeździłam na zebrania,byłam na dwóch kongresach
to nie oni mnie namierzyli,jak mi zasugerował przyjaciel
to ja sama do nich poszłam
a konkretnie do mojej koleżanki,która mieszka kilka domów dalej
zostałam przyjęta z otwartymi ramionami
i wkrótce zaczęłam naukę
ok 10-12 godz. tygodniowo
nikt mnie do niczego nie zmuszał
sama chciałam
to czego nie mogą zrozumieć inni,to to,że tam samemu narzuca się sobie obowiązki
po nocach czytałam Pismo bo chciałam
po pracy opracowywałam artykuły w Strażnicy na zebrania bo chciałam
czytałam,uczyłam się,pytałam,dyskutowałam bo chciałam
pytałam co można a czego nie
"możesz wszystko,tylko czy będziesz chciała to robić wiedząc,że zasmucasz Boga?"
nie chciałam zasmucać
byłam dumna z siebie
oni byli dumni ze mnie (czego często dawali wyraz)
nawet otoczenie nabierało jakby respektu
byłam gotowa na radykalne zmiany
coraz mniej miałam czasu dla znajomych
na moją ukochaną fotografię
i nagle
pojawiły się wątpliwości
i któregoś dnia coś pękło
nie wiem czy to efekt włażenia na fora byłych SJ
czy przegrzanie organizmu,czy strach przed fanatyzmem
ale na samą myśl,że mam to ciągnąć dalej
mój mózg zaczynał wymiotować
dosłownie
z jednej strony nie chciałam zasmucać Boga
a z drugiej czułam paraliż i wymioty
poczułam się nikim (tak jak ujął to autor artykułu)
i do tej pory po części czuję się jak zdrajca
SJ to dobrzy ludzie,owszem jak wszędzie zdarzają się wyjątki
tych,których poznałam bardzo polubiłam
są pracowici,mili,chętnie pomagają
wierzą w to co robią,
jeśli są sterowani to jedynie (nieświadomie) przez ciało kierownicze
do koleżanki (która jest SJ) dalej wpadam na kawę
pewnie nie raz poczytam z nią Biblię
może i pojadę niezobowiązująco na jakieś zebranie
ale
z tego chleba już mąki nie będzie
wiem,że piszę tu nieco chaotycznie
nie umiem pięknie układać zdań
chciałam tylko napisać,że powyższy artykuł z DF nie jest oczernianiem SJ
jest opowieścią o zagubionym człowieku
i o jego religijnej wędrówce
o braku dopasowania się w odpowiednie ramy
o poszukiwaniu
i o samotności