wiecie,personel i wyższy szczebel władzy
władza zaprasza,władza płaci i władza wymaga
co roku mam z tym kłopot
po pierwsze :
pijemy tylko wódeczkę,bo inny alkohol np piwo jest nie teges
więc pijemy wódeczkę
pijemy szybko i dużo bo przecież wtedy jest śmieszniej
pijemy czy chcemy czy nie,bo nie ładnie jest odstawać od grupy
trzeźwy członek imprezy może się zachowywać za powściągliwie,psuć zabawę i za dużo widzieć i za dużo pamiętać,
więc robimy mocne drinki,pijemy szybko i kiedy delikwent idzie do łazienki to mu cichaczem dolewamy
po drugie :
muzyka która towarzyszy nam na imprezie jest dla mnie nie do strawienia,nie to że jestem jakimś koneserem ,nie ale od tego łubudubu dostaję ciarek
po trzecie :
tańce...
ja nie tańczę,ja siedzę przy stoliku i pilnuję torebek,no bo tak!
po czwarte :
nie czuję żadnej więzi ani z władzą zwierzchnią ani z resztą personelu,na jednych jak i na drugich wielokrotnie się zawiodłam
poprzednimi razy wymykałam się cichaczem,symulowałam grypę jelitową,nie piłam bo "brałam"leki
siedziałam plułam sobie w twarz i za każdym razem obiecywałam sobie,że to ostatni raz
w końcu w tym roku powiedziałam "dość!"
bardzo grzecznie ale stanowczo podziękowałam władzy i zakomunikowałam,że bardzo dziękuję ale nie przybędę
i rozpętała się burza
że nikt nikogo nie zmusza,że jak ktoś nie chce to bez łaski i że jak się komuś krzywda dzieje to...
możecie mi wierzyć albo i nie ale w ciągu tych kilku dni doznałam zaszczytu bycia mobbingowaną
nawet nie chce mi się o tym pisać
w każdym razie z rykiem wróciłam do domu
na szczęście mam przyjaciół
moi kochani sąsiedzi zabrali mnie na pyszną kolacjone (kalmary zostały zjedzone przed wyciągnięciem aparatu)
dla mnie,prostej kobiety ze wsi było to nie lada wydarzenie
i trochę poprawiło mi humor
teraz kąpiel w bąbelkach
i dobry
a potem spanko
pa











