gdzie szef stosuje mobbing (mam pecha)
i uważa ,że czystość należy do spraw trzeciorzędnych
co jakiś czas po większym deszczu
(czego jak czego ale tego nam nie brakuje)
w piwnicznej łazience wybija nam szambo
na "salonach"mamy nie tylko monitoring
(przyklejony do ściany na przylepce)
ale także i podsłuching
tu każdy znajdzie dla siebie coś dobrego
dziunie z długimi szponami kupują przeceniony towar
podejrzane typy próbują ukraść polskie piwo
a kobiety na głodzie w dziale kosmetycznym wciągają suchy szampon w spraju
dzieje się
a po pracy w ramach relaksu idę z aparatem na miasto
oczywiście zapominam statywu
ubieram się za lekko
nie biorę kurtki przeciwdeszczowej
marznę 3 godziny na Carlton Hill ,żeby zobaczyć fajerwerki
w końcu koło 23 mimo ledwo zipiącej baterii w aparacie
robię kilka zdjęć z trzęsącej się rąsi
wracam przerażona do domu
(bo późno,bo sama)
i co?

same rozmazańce
vhvgggg!