sobota, 29 listopada 2014
pewna sobota
Dokąd lecą dusze gdy lecą gdzieś na tamten świat..?
czy za ciałem im się ckni, czy miło kiedy ciała brak??..
Dokąd idą | Voo Voo
zawsze chciałam być KIMŚ nie NIKIM
pisarką,malarką,kimś
chciałam mu udowodnić,że jestem coś warta
nadal jestem NIKIM ale mogłam być takim zwykłym nikim
a tak jestem NIKIM z kompleksami
w podstawówce miałam świadectwa z czerwonym paskiem
wszystkie
a jednak kiedy wracał z wywiadówki trzęsłam się ze strachu
zawsze znalazł powód,żeby się wściec
zazdrościłam innym koleżankom
nie mogłam uwierzyć,że mogą wychodzić się bawić
ja musiałam rysować marginesy,tak na zapas
po skończeniu podstawówki przestałam się starać
i tak będę nikim
do zdjęć nas ustawiał wg wzrostu
nie można było machać ręką,zrobić głupiej miny
strojenie choinki kończyło się płaczem
źle wieszałyśmy bombki
"bez poczucia piękna"
wolał zrobić to sam
do wszystkiego brakowało mu cierpliwości
nie był złym człowiekiem ale chyba nie powinien mieć dzieci
starał się na swój sposób ale nie nadawał się do tej roli
przyszłam pokazać mu pierścionek zaręczynowy
wygonił mnie
skoro nie było go na zaręczynach to reszta go nie obchodzi
każda z nas wraz z otrzymaniem dowodu osobistego
"uciekła" z domu
dziecko pełnoletnie go już nie obchodzi
potem było coraz gorzej
niedawno oglądałam stare zdjęcia
nie byłam brzydka,ani głupia
ale nie dla niego
teraz go nie ma
czuję pustkę,żal,smutek
już nie mam komu udowodnić że jestem KIMŚ
dalej jestem NIKIM
i dla niego i dla siebie
czy za ciałem im się ckni, czy miło kiedy ciała brak??..
Dokąd idą | Voo Voo
zawsze chciałam być KIMŚ nie NIKIM
pisarką,malarką,kimś
chciałam mu udowodnić,że jestem coś warta
nadal jestem NIKIM ale mogłam być takim zwykłym nikim
a tak jestem NIKIM z kompleksami
w podstawówce miałam świadectwa z czerwonym paskiem
wszystkie
a jednak kiedy wracał z wywiadówki trzęsłam się ze strachu
zawsze znalazł powód,żeby się wściec
zazdrościłam innym koleżankom
nie mogłam uwierzyć,że mogą wychodzić się bawić
ja musiałam rysować marginesy,tak na zapas
po skończeniu podstawówki przestałam się starać
i tak będę nikim
do zdjęć nas ustawiał wg wzrostu
nie można było machać ręką,zrobić głupiej miny
strojenie choinki kończyło się płaczem
źle wieszałyśmy bombki
"bez poczucia piękna"
wolał zrobić to sam
do wszystkiego brakowało mu cierpliwości
nie był złym człowiekiem ale chyba nie powinien mieć dzieci
starał się na swój sposób ale nie nadawał się do tej roli
przyszłam pokazać mu pierścionek zaręczynowy
wygonił mnie
skoro nie było go na zaręczynach to reszta go nie obchodzi
każda z nas wraz z otrzymaniem dowodu osobistego
"uciekła" z domu
dziecko pełnoletnie go już nie obchodzi
potem było coraz gorzej
niedawno oglądałam stare zdjęcia
nie byłam brzydka,ani głupia
ale nie dla niego
teraz go nie ma
czuję pustkę,żal,smutek
już nie mam komu udowodnić że jestem KIMŚ
dalej jestem NIKIM
i dla niego i dla siebie
piątek, 28 listopada 2014
piątek
(…) nie jestem przecież własnym patentem.
Nie wymyśliłem samego siebie.
To nie tylko inni muszą mnie znosić.
Ja sam muszę także siebie samego znosić
i nie idzie mi to wcale łatwo.
— Marek Hłasko
nie chcę żeby ktoś na siłę mnie uszczęśliwiał
bo ja kocham swoją samotność
z taką sama siłą jak jej nienawidzę
tylko pan zna lekarstwo...
Nie wymyśliłem samego siebie.
To nie tylko inni muszą mnie znosić.
Ja sam muszę także siebie samego znosić
i nie idzie mi to wcale łatwo.
— Marek Hłasko
nie chcę żeby ktoś na siłę mnie uszczęśliwiał
bo ja kocham swoją samotność
z taką sama siłą jak jej nienawidzę
tylko pan zna lekarstwo...
z tomu pod tytułem:
a ple ple ple,
znalezione w netoprzestrzeni
czwartek, 27 listopada 2014
ćwartek
Peggy Sue dla której przyszycie guzika było takim samym wyzwaniem jak zdobycie Mont Everest
dostała maszynę do szycia
mało tego,że dostała
Peggy Sue od trzech dni szyje!
jeżeli to co szyje będzie wyglądało jak cokolwiek normalnego
to będzie musiała założyć kolejnego bloga
z tomu pod tytułem:
peggy sue i jej troski,
piosenki lalala
niedziela, 23 listopada 2014
sobota, 22 listopada 2014
piątek, 21 listopada 2014
piątek
...i nagle okazało się,że jest tyle wspomnień
i niekoniecznie samych złych...
poniżej teksty krwawych piosenek,
które (śpiewały mi Babcia i Mama) pewnie mnie ukształtowały
prawie wszystkie znam na pamięć
i ja też śpiewałam je Młodemu do snu
Na trzecim piętrze za firankami.
Mieszkała panna z rodzicielami.
Pięknej urody, zwinna jak myszka.
Na imię miała panna Franciszka.
A jej to ojciec, co był rzeźnikiem,
Zabijał świnie ostrym kozikiem.
I krew się lała do wielkiej miski.
Taki był ojciec panny Franciszki.
A jej to matka, co sklepik miała,
Co ojciec zabił, to sprzedawała.
Ćwierć kilo żeber, pół kilo kiszki,
I oto matka panny Franciszki.
Na trzecim piętrze za firankami,
Mieszkał studencik z rodzicielami.
I tak kupował po jednej kiszce,
Aż się zakochał w pannie Franciszce.
A gdy się ojciec dowiedział o tym.
Kazał studenta zarąbać młotem.
I tak powiedział ''Nie dla psa kiszka,
Nie dla studenta panna Franciszka!''
Gdy umierali kazali sobie,
Złote litery wyryć na grobie.
''TU LEZY STUDENT Z PANNĄ FRANCISZKĄ,
CO DLA MIŁOŚCI STRULI SIĘ KISZKĄ''
A morał z tego taki wynika,
nie kochaj nigdy córki rzeźnika.
Bo jak cię jakieś napadnie licho,
to się z miłości otrujesz kichą.
Nad domami szara mgła, silny wicher ją rozdyma,
co dzień do fabryki szła - fabryczna dziewczyna.
Co dzień o czwartej rano ryk syren budził ją,
z melodią rozśpiewaną, z dala od świata stron*
Nad domami...
W fabryce pracowała już od najmłodszych lat.
W fabryce pokochała chłopca i cały świat.
Nad domami...
Kiedyś fabryczne koła w tryby wciągnęły ją.
Krew popłynęła z czoła, oczy zalane krwią.
Nad domami szara mgła, silny wicher ją rozdyma.
Już nie będzie tędy szła fabryczna dziewczyna.
Cztery mile za Warszawą
wydał ojciec córkę za mąż.
Wydał ci ją za Hendryka,
za wielkiego rozbójnika.
On po górach, on po lasach,
ona sama w tych szałasach.
Raz jej przyniósł chustkę białą,
całą we krwi umazaną.
Żono, żono, wypierz mi ją,
na słoneczku wysusz mi ją.
Żona prała i płakała,
bo tę chustkę poznawała.
To jest chustka brata mego,
dzisiaj w nocy zabitego.
Hendryk nie spał, wszystko słyszał
i ze złości ledwo dyszał.
Żono, żono, weź swe szaty,
to pójdziemy na przechaty.
Wyprowadził ją na łączkę
i wyłamał białą rączkę,
Śliczne oczka powyjmował
i tej nocy ją pochował.
O północy dzwony grają,
to Hendryka powieszają.
Był sobie król, był sobie paź
i była też królewna.
Żyli wśród mórz, nie znali burz
rzecz najzupełniej pewna.
Kochał się król, kochał się paź
kochali się w królewnie
I ona ich pokochała,
kochali się wzajemnie.
Aż stała się pewnego dnia
rzecz niesłychanie straszna.
Króla zjadł pies, pazia zjadł kot,
królewnę myszka zjadła.
Lecz żeby Wam nie było żal
córeczko ukochana
z cukru był król, z piernika paź,
królewna z marcepana.
Pod zielonym jaworem, jaworem
stoi lipka zielona (bis)
a pod tą lipką piękna krakowianka
zbierała listki do wianka. (bis)
Król się o tym dowiedział, dowiedział w
trzysta koni przyjechał (bis)
Witaj, ach witaj, piękna krakowianko i weź mnie, króla za męża. (bis)
Jestem biedna sierota, sierota,
nie mam srebra ni złota(bis)
Idź precz ode mnie śliczny królewiczu,
bo nie chcę ciebie za męża (bis)
Król się o to rozgniewał, rozgniewał,
List do kata napisał (bis)
Przybywaj kacie, ścinać krakowiankę,
Bo ona królem wzgardziła. (bis)
Kat przyjechał w czerwieni, w czerwieni
Krakowianka w zieleni. (bis)
Witaj, ach witaj piękna krakowianko i
weź mnie kata za męża.
Nie chciałam być królową, królową, to
tym bardziej kat ową. (bis)
Ścinaj, ach ścinaj moją białą szyję
niech ja już dłużej nie żyję, (bis)
Pod zielonym jaworem, jaworem
kat wywija toporem (bis)
wtem zadudniły kopyta na błoniu,
wpadł krakowiaczek na koniu. (bis)
A tY, kacie, umykaj, umykaj,
Krakowianki nie tykaj! (bis)
Witaj, ach witaj, piękna krakowianko,
I weź mnie sobie za męża.
Witaj, ach witaj, piękna krakowianko,
weź krakowiaka za męża.
Matulu moja, śliczną córę masz,
/oj, nie wydawaj za byle jakiego,
jej urody żal./bis
Bo jej uroda, jak bystra woda,
/a jej liczeńka pięknie przekwitają
jak w sadzie róże./bis
Ja różę urwę, nie będzie rosła,
/oj, już i moja zielona dróżeńka
cierniem zarosła./bis
Cierniem zarosła, śniegiem zawiała,
/oj, nie wiesz, nie wiesz, moja matuleńko,
gdzieżeś mnie wydała./bis
i niekoniecznie samych złych...
poniżej teksty krwawych piosenek,
które (śpiewały mi Babcia i Mama) pewnie mnie ukształtowały
prawie wszystkie znam na pamięć
i ja też śpiewałam je Młodemu do snu
Na trzecim piętrze za firankami.
Mieszkała panna z rodzicielami.
Pięknej urody, zwinna jak myszka.
Na imię miała panna Franciszka.
A jej to ojciec, co był rzeźnikiem,
Zabijał świnie ostrym kozikiem.
I krew się lała do wielkiej miski.
Taki był ojciec panny Franciszki.
A jej to matka, co sklepik miała,
Co ojciec zabił, to sprzedawała.
Ćwierć kilo żeber, pół kilo kiszki,
I oto matka panny Franciszki.
Na trzecim piętrze za firankami,
Mieszkał studencik z rodzicielami.
I tak kupował po jednej kiszce,
Aż się zakochał w pannie Franciszce.
A gdy się ojciec dowiedział o tym.
Kazał studenta zarąbać młotem.
I tak powiedział ''Nie dla psa kiszka,
Nie dla studenta panna Franciszka!''
Gdy umierali kazali sobie,
Złote litery wyryć na grobie.
''TU LEZY STUDENT Z PANNĄ FRANCISZKĄ,
CO DLA MIŁOŚCI STRULI SIĘ KISZKĄ''
A morał z tego taki wynika,
nie kochaj nigdy córki rzeźnika.
Bo jak cię jakieś napadnie licho,
to się z miłości otrujesz kichą.
Nad domami szara mgła, silny wicher ją rozdyma,
co dzień do fabryki szła - fabryczna dziewczyna.
Co dzień o czwartej rano ryk syren budził ją,
z melodią rozśpiewaną, z dala od świata stron*
Nad domami...
W fabryce pracowała już od najmłodszych lat.
W fabryce pokochała chłopca i cały świat.
Nad domami...
Kiedyś fabryczne koła w tryby wciągnęły ją.
Krew popłynęła z czoła, oczy zalane krwią.
Nad domami szara mgła, silny wicher ją rozdyma.
Już nie będzie tędy szła fabryczna dziewczyna.
Cztery mile za Warszawą
wydał ojciec córkę za mąż.
Wydał ci ją za Hendryka,
za wielkiego rozbójnika.
On po górach, on po lasach,
ona sama w tych szałasach.
Raz jej przyniósł chustkę białą,
całą we krwi umazaną.
Żono, żono, wypierz mi ją,
na słoneczku wysusz mi ją.
Żona prała i płakała,
bo tę chustkę poznawała.
To jest chustka brata mego,
dzisiaj w nocy zabitego.
Hendryk nie spał, wszystko słyszał
i ze złości ledwo dyszał.
Żono, żono, weź swe szaty,
to pójdziemy na przechaty.
Wyprowadził ją na łączkę
i wyłamał białą rączkę,
Śliczne oczka powyjmował
i tej nocy ją pochował.
O północy dzwony grają,
to Hendryka powieszają.
Był sobie król, był sobie paź
i była też królewna.
Żyli wśród mórz, nie znali burz
rzecz najzupełniej pewna.
Kochał się król, kochał się paź
kochali się w królewnie
I ona ich pokochała,
kochali się wzajemnie.
Aż stała się pewnego dnia
rzecz niesłychanie straszna.
Króla zjadł pies, pazia zjadł kot,
królewnę myszka zjadła.
Lecz żeby Wam nie było żal
córeczko ukochana
z cukru był król, z piernika paź,
królewna z marcepana.
Pod zielonym jaworem, jaworem
stoi lipka zielona (bis)
a pod tą lipką piękna krakowianka
zbierała listki do wianka. (bis)
Król się o tym dowiedział, dowiedział w
trzysta koni przyjechał (bis)
Witaj, ach witaj, piękna krakowianko i weź mnie, króla za męża. (bis)
Jestem biedna sierota, sierota,
nie mam srebra ni złota(bis)
Idź precz ode mnie śliczny królewiczu,
bo nie chcę ciebie za męża (bis)
Król się o to rozgniewał, rozgniewał,
List do kata napisał (bis)
Przybywaj kacie, ścinać krakowiankę,
Bo ona królem wzgardziła. (bis)
Kat przyjechał w czerwieni, w czerwieni
Krakowianka w zieleni. (bis)
Witaj, ach witaj piękna krakowianko i
weź mnie kata za męża.
Nie chciałam być królową, królową, to
tym bardziej kat ową. (bis)
Ścinaj, ach ścinaj moją białą szyję
niech ja już dłużej nie żyję, (bis)
Pod zielonym jaworem, jaworem
kat wywija toporem (bis)
wtem zadudniły kopyta na błoniu,
wpadł krakowiaczek na koniu. (bis)
A tY, kacie, umykaj, umykaj,
Krakowianki nie tykaj! (bis)
Witaj, ach witaj, piękna krakowianko,
I weź mnie sobie za męża.
Witaj, ach witaj, piękna krakowianko,
weź krakowiaka za męża.
Matulu moja, śliczną córę masz,
/oj, nie wydawaj za byle jakiego,
jej urody żal./bis
Bo jej uroda, jak bystra woda,
/a jej liczeńka pięknie przekwitają
jak w sadzie róże./bis
Ja różę urwę, nie będzie rosła,
/oj, już i moja zielona dróżeńka
cierniem zarosła./bis
Cierniem zarosła, śniegiem zawiała,
/oj, nie wiesz, nie wiesz, moja matuleńko,
gdzieżeś mnie wydała./bis
wtorek, 18 listopada 2014
poniedziałek, 17 listopada 2014
niedziela, 16 listopada 2014
niedziela
leżymy sobie z Filemonem
ja na łóżku
a on na biodrze,moim biodrze
herbata z cytryną
filmy
relaksing
miłej niedzieli człowieki
moja już nie będzie miła
z tomu pod tytułem:
a ple ple ple,
znalezione w netoprzestrzeni
piątek, 14 listopada 2014
czwartek, 13 listopada 2014
.
Nie jest ze mną dobrze
staram się
utrzymać życie przy sobie
obejmuję magnetofon krzesło
całuję klamkę
wychodzącą na balkon
stawiając kolejne kroki jakby
zdobywał przyczółki
idzie
prowadzącą do ośrodka rehabilitacji
aleją
siwy
pogodny
w sportowym dresie
z powyłamywanymi nogami
Bóg z nim
sen z Tobą
z tamtymi gwiazda telewizji
a ze mną nie jest dobrze
nikomu...
Jacek Podsiadło
staram się
utrzymać życie przy sobie
obejmuję magnetofon krzesło
całuję klamkę
wychodzącą na balkon
stawiając kolejne kroki jakby
zdobywał przyczółki
idzie
prowadzącą do ośrodka rehabilitacji
aleją
siwy
pogodny
w sportowym dresie
z powyłamywanymi nogami
Bóg z nim
sen z Tobą
z tamtymi gwiazda telewizji
a ze mną nie jest dobrze
nikomu...
Jacek Podsiadło
środa, 12 listopada 2014
środa
robią zakupy
ona i on
ona wybiera gazety
jego kusi czekolada
i nagle on zauważa coś w jej uchu czy włosach
i zaczyna ją iskać przy ladzie w tym uchu czy włosach
ona zastyga z oczami wbitymi w próżnię
a on w pełnym skupieniu coś tam jej iska
Peggy Sue chwilę udaje,że coś poprawia przy kasie
ale to tylko sekundy a czas zdaje się złośliwie pełzać
w końcu samica goryla przypomina sobie,że nie ma bananów do owsianki
i że nie jadła dziś owsianki bo bananów nie było
i że jutro już zje wreszcie owsiankę,bo ma banany
szczęśliwa para goryli opuszcza sklep
a Peggy Sue drapie się po głowie
i sama się drapie (bo nie ma jej kto wyiskać)
i ma wrażenie,że coś od samicy goryla przelazło na nią i podgryza jej czerep
ona i on
ona wybiera gazety
jego kusi czekolada
i nagle on zauważa coś w jej uchu czy włosach
i zaczyna ją iskać przy ladzie w tym uchu czy włosach
ona zastyga z oczami wbitymi w próżnię
a on w pełnym skupieniu coś tam jej iska
Peggy Sue chwilę udaje,że coś poprawia przy kasie
ale to tylko sekundy a czas zdaje się złośliwie pełzać
w końcu samica goryla przypomina sobie,że nie ma bananów do owsianki
i że nie jadła dziś owsianki bo bananów nie było
i że jutro już zje wreszcie owsiankę,bo ma banany
szczęśliwa para goryli opuszcza sklep
a Peggy Sue drapie się po głowie
i sama się drapie (bo nie ma jej kto wyiskać)
i ma wrażenie,że coś od samicy goryla przelazło na nią i podgryza jej czerep
wtorek, 11 listopada 2014
wtorek
chciałabym,żeby ktoś mnie przytulił
powiedział,że jest dobrze
pogłaskał po głowie
(tak,bo niektórzy nie dają się głaskać po głowie
bo ten,fryzura i takie tam
ja nie mam fryzury
ale mam głowę)
potrzebuję drugiej ręki
a może trzeciej
takiej tylko do głaskania
i nóg innych by za mnie poszły do pracy
nowego ciała
żeby stare mogło zgnić w różowej pościeli
nowego życia,żeby poprawić stare
i płukanie mózgu na godzinę przed pójściem do pracy
z tomu pod tytułem:
a ple ple ple,
fajny film dziś widziałam,
piosenki lalala,
znalezione w netoprzestrzeni
sobota, 8 listopada 2014
Subskrybuj:
Posty (Atom)









