tak...
dzień zaczął się od wielkiego bum
a więc
obudziłam się ok 1-2 w nocy bo kot chciał iść na dwór
(tak,mój kot nie ma kuwety
jak chce wyjść na dwór to stoi pod drzwiami i miauczy
albo drapie w te drzwi zupełnie jak pies
a do tego jest na tyle leniwy że nie nauczył się ich sam otwierać)
no to wstałam w tą noc
i
(niepotrzebne skreślić)
-poślizgnęłam się
-potknęłam się
-potknęłam i poślizgnęłam się
-kot podstawił mi nogę(?)
-lunatykowałam
właściwie to tylko pamiętam
że
ocknęłam się na półpiętrze z dupą na przedostatnim schodzie
zaśmiałam się cicho i chyba pierwszy raz podziękowałam Stwórcy za moją grubą dupę
która cudownie zamortyzowała upadek
nie połamałam się
nikogo nie obudziłam
wystraszyłam chyba tylko kota :P
2 minuty później smacznie już chrapałam
bo co jak co
ale z zasypianiem to ja nie mam kłopotów