nadal jest w porzádku ale nic mi sié nie chce
wtorek, 6 czerwca 2017
poniedziałek, 5 czerwca 2017
....
dzień zdecydowanie należał do udanych
było ommmmmm...
było ...mniomniom
teraz bedzie chrrrrrrrrrr...
reszta jutro
tzn. rano
było ommmmmm...
było ...mniomniom
teraz bedzie chrrrrrrrrrr...
reszta jutro
tzn. rano
piątek, 2 czerwca 2017
środa, 31 maja 2017
niedziela, 28 maja 2017
dobranoc
Samotność po prostu była. Któregoś dnia weszła bez zaproszenia do jej mieszkania i już w nim została. Nie pytała, czy może, czy ona chce, czy potrzebuje jej obecności. Po prostu zamieszkała z Janiną, rozepchała się po kątach i doszła do wniosku, że tu zostanie.
Monika A. Oleksa
Monika A. Oleksa
sobota, 27 maja 2017
piątek, 26 maja 2017
czwartek, 25 maja 2017
czwartek
zdecydowanie nie lubię takiej pogody
zwłaszcza kiedy pracuję
ale co tam w moje dni wolne (kiedy mogłabym pójść gdzieś z aparatem albo zwyczajnie powalić się na szczycie Artura) ma padać
la la lalala
środa, 24 maja 2017
mądrości na środę
Nie ma przypadkowych spotkań i ludzie też nie stają na drodze naszego życia, ot tak. Każdy człowiek zostaje nam dany po coś, aby czymś nas ubogacić, dopełnić, coś pokazać czy uświadomić. Poprzez ludzi dostajemy od życia tysiące szans na to, aby stać się lepszym człowiekiem lub aby temu człowiekowi pokazać coś, czego on do tej pory nie dostrzegł.
Monika A. Oleksa
wtorek, 23 maja 2017
wtorek
-czemu nie mogę być normalna?-spytała Peggy Sue
-normalna czyli jaka?-zaciekawiło się drzewo
-normalna,czyli taka jak inni...
-kto rozmawiałby ze mną gdybyś była jak inni?
-normalna czyli jaka?-zaciekawiło się drzewo
-normalna,czyli taka jak inni...
-kto rozmawiałby ze mną gdybyś była jak inni?
z tomu pod tytułem:
peggy sue i jej troski,
piosenki lalala
poniedziałek, 22 maja 2017
sobota, 20 maja 2017
piątek, 19 maja 2017
też ku pamięci
ostatnie słowa Steve'a Jobsa:
Osiągnąłem szczyt sukcesu w biznesie. W oczach innych, moje życie stało się symbolem sukcesu.
Jednak oprócz pracy, mam niewiele radości. Bogactwo nie robi już na mnie żadnego wrażenia.
W tej chwili, leżąc na łóżku szpitalnym i rozpamiętując całe życie, zdaję sobie sprawę, że wszystkie osiągnięcia i bogactwa, z których kiedyś byłem tak dumny, stały się nieistotne w obliczu mojej rychłej śmierci.
Kiedy w ciemności, patrzę na zielone światła urządzenia do sztucznego oddychania i słyszę jego mechaniczne dźwięki, czuję oddech zbliżającej się śmierci.
Dopiero teraz rozumiem, że nawet jeśli zgromadzisz dużo pieniędzy, nagle chcesz realizować cele, które nie są związane z bogactwem. Jest coś ważniejszego: miłość, sztuka, marzenia z twojego dzieciństwa.
Nie, nie uganiaj się za bogactwem, to może robić tylko osoba tak zakręcona jak ja.
Bóg stworzył nas, aby każdy mógł poczuć miłość w sercu, a nie biegał za złudzeniami budowanymi przez sławę i pieniądze, tak jak ja to robiłem w moim życiu. Teraz wiem, że nie mogę zabrać je ze sobą.
Jedyne co się liczy to wspomnienia wzmocnione miłością.
To jest prawdziwe bogactwo, które będzie szło za tobą; będzie ci towarzyszyło, da siłę i światło, które cię poprowadzi.
Miłość nie zna granic. Będzie ci towarzyszyć nawet poza granice życia. Przeniesie się tam, gdzie chcesz się udać. Dąż do osiągnięcia celów, które sobie wyznaczasz. Wszystko jest w twoim sercu i w twoich rękach.
Które łóżko jest najdroższe na świecie? Łóżko szpitalne.
Jeśli masz pieniądze, możesz zatrudnić kogoś do prowadzenia twojego samochodu, ale nie jesteś w stanie zatrudnić kogoś, kto zabierze chorobę, która cię zabija.
Rzeczy zagubione można odnaleźć. Ale jest jedna rzecz, której nigdy nie można znaleźć, gdy ją stracisz – życie.
Niezależnie od tego, na jakim etapie życia jesteśmy teraz, w końcu będziemy musieli zmierzyć się z chwilą, gdy kurtyna opadnie.
Szanuj swoją rodzinę, kochaj współmałżonka, szanuj znajomych ...
Traktuj wszystkich dobrze i dbaj o przyjaźnie.
Osiągnąłem szczyt sukcesu w biznesie. W oczach innych, moje życie stało się symbolem sukcesu.
Jednak oprócz pracy, mam niewiele radości. Bogactwo nie robi już na mnie żadnego wrażenia.
W tej chwili, leżąc na łóżku szpitalnym i rozpamiętując całe życie, zdaję sobie sprawę, że wszystkie osiągnięcia i bogactwa, z których kiedyś byłem tak dumny, stały się nieistotne w obliczu mojej rychłej śmierci.
Kiedy w ciemności, patrzę na zielone światła urządzenia do sztucznego oddychania i słyszę jego mechaniczne dźwięki, czuję oddech zbliżającej się śmierci.
Dopiero teraz rozumiem, że nawet jeśli zgromadzisz dużo pieniędzy, nagle chcesz realizować cele, które nie są związane z bogactwem. Jest coś ważniejszego: miłość, sztuka, marzenia z twojego dzieciństwa.
Nie, nie uganiaj się za bogactwem, to może robić tylko osoba tak zakręcona jak ja.
Bóg stworzył nas, aby każdy mógł poczuć miłość w sercu, a nie biegał za złudzeniami budowanymi przez sławę i pieniądze, tak jak ja to robiłem w moim życiu. Teraz wiem, że nie mogę zabrać je ze sobą.
Jedyne co się liczy to wspomnienia wzmocnione miłością.
To jest prawdziwe bogactwo, które będzie szło za tobą; będzie ci towarzyszyło, da siłę i światło, które cię poprowadzi.
Miłość nie zna granic. Będzie ci towarzyszyć nawet poza granice życia. Przeniesie się tam, gdzie chcesz się udać. Dąż do osiągnięcia celów, które sobie wyznaczasz. Wszystko jest w twoim sercu i w twoich rękach.
Które łóżko jest najdroższe na świecie? Łóżko szpitalne.
Jeśli masz pieniądze, możesz zatrudnić kogoś do prowadzenia twojego samochodu, ale nie jesteś w stanie zatrudnić kogoś, kto zabierze chorobę, która cię zabija.
Rzeczy zagubione można odnaleźć. Ale jest jedna rzecz, której nigdy nie można znaleźć, gdy ją stracisz – życie.
Niezależnie od tego, na jakim etapie życia jesteśmy teraz, w końcu będziemy musieli zmierzyć się z chwilą, gdy kurtyna opadnie.
Szanuj swoją rodzinę, kochaj współmałżonka, szanuj znajomych ...
Traktuj wszystkich dobrze i dbaj o przyjaźnie.
piątek nadal ale już niedługo...
dla pamięci:
-nie angażować się we wszystko co się wokół mnie dzieje
-emocjonalność położyć spać
-skupić się na rzeczach istotnych (czytaj:przyziemnych)
-nie angażować się we wszystko co się wokół mnie dzieje
-emocjonalność położyć spać
-skupić się na rzeczach istotnych (czytaj:przyziemnych)
"Nimrod nienawidził Ibrahima.Aby go zniszczyć nakazał wiec rozpalić wielki ogień który wznosił się aż do nieba.Mała mrówka z kroplą wody ruszyła w środek ognia na pomoc Ibrahimowi. Zobaczył to orzeł i powiedział do mrówki - Gdzie idziesz? -Ugasić ogień, odparła. -Co możesz zdziałać kroplą wody? -Pewnie nic, odparła mrówka, ale będzie wiadomo po której jestem stronie."
z tomu pod tytułem:
a ple ple ple,
cytaty,
piosenki lalala
piątunio
Adronitis – frustracja, że tak strasznie długo trwa zanim naprawdę poznamy drugiego człowieka. Pierwsze tygodnie znajomości antyszambrujemy pogawędkami w przedpokojach psychiki, przesuwając się w głąb powolutku i po centymetrze, dwa kroczki naprzód, jeden duży wstecz. A chciałoby się przecież zacząć od sedna, od tego, co najważniejsze, a dopiero potem odblokowywać wyjścia na sprawy drugorzędne i marginalne. Chciałoby się zacząć od najgłębszych tajemnic i najintymniejszych szczegółów, a dopiero potem wyluzowywać w stronę small-talku, tak żeby dopiero po latach i poznaniu wszystkich soczystych sekretów osiąść spokojnie na kanapie i zapytać bliźniego jak ma na imię i co właściwie słychać.
John Koenig - Słownik nieoczywistych smutków (Dictionary of Obscure Sorrows tł.Piotr Stankiewicz)
John Koenig - Słownik nieoczywistych smutków (Dictionary of Obscure Sorrows tł.Piotr Stankiewicz)
czwartek, 18 maja 2017
wtorek, 16 maja 2017
dobranoc
podczas kiedy wszyscy stali w odpowiednich kolejkach
Peggy Sue wahała się do której podejść
rozum czy uroda
uroda czy rozum
w końcu zniecierpliwiony Stwórca popchnął ja do najbliższej
a ponieważ stała tam taka zagubiona z rozdziawioną gębą obdarzył ją podwójnie
i tak Peggy Sue nie dostała ani bujnie pofałdowanego mózgu
ani przepięknej buzi i nóg po same niebo
Peggy Sue dostała podwójną emocjonalność
która potem przyniosła jej więcej kłopotów niż pożytku
Peggy Sue wahała się do której podejść
rozum czy uroda
uroda czy rozum
w końcu zniecierpliwiony Stwórca popchnął ja do najbliższej
a ponieważ stała tam taka zagubiona z rozdziawioną gębą obdarzył ją podwójnie
i tak Peggy Sue nie dostała ani bujnie pofałdowanego mózgu
ani przepięknej buzi i nóg po same niebo
Peggy Sue dostała podwójną emocjonalność
która potem przyniosła jej więcej kłopotów niż pożytku
z tomu pod tytułem:
peggy sue i jej troski,
piosenki lalala
poniedziałek, 15 maja 2017
nie mogę brać urlopów...
jednak kazda praca nawet ta najbardziej wymarzona ma swoje ciemne strony
dwoje pacjentów odeszło
pierwsze moje śmierci
moje,bo wraz z nimi odeszła część mnie
nie wolno się zżywać -powiedziała mi jedna osoba
nie wolno...
ale jak???
tych co zostali wyściskałam podwójnie
mimo demencji kilku rezydentów pamiętało o mnie,tęsknili
ja też
niedziela, 14 maja 2017
sobota, 13 maja 2017
.
wierzysz w przeznaczenie?
wierzysz w klony?
zmartwychwstania?
mnie nie dotyczy ewolucja
wiec szkoda czasu
taka karma
niestety
w nosie to mam
,,,bo fajny film dzisiaj widzialam
z tomu pod tytułem:
fajny film dziś widziałam,
piosenki lalala,
pytania z dupy wzięte
czwartek, 11 maja 2017
powroty czyli z domu do domu
najpierw był mail
a że lot był rano
to trzeba było wstać o 4.30 ( aaaaaa!)
a wstać było ciężko bo pożegnania były długie i burzliwe i poszło się spać po 2 ( aaaaaa! )
odprawa poszła szybko i sprawnie
chyba dlatego że była 6 rano i wszyscy normalni ludzie jeszcze spali
zamówiłam sobie półlitrową kawę
poczytałam wiadomości
bardzo na temat były
i już po kilku godzinach siedziałam w samolocie
stolica przyjęła mnie ciepło i słonecznie
czego nie można było powiedzieć o moim rodzinnym mieście
wróciłam z domu do domu
uściskałam moja śliczną czterodniową siostrzenicę
a teraz smuteczek
smuteczek i tęsknota
a że lot był rano
to trzeba było wstać o 4.30 ( aaaaaa!)
a wstać było ciężko bo pożegnania były długie i burzliwe i poszło się spać po 2 ( aaaaaa! )
odprawa poszła szybko i sprawnie
chyba dlatego że była 6 rano i wszyscy normalni ludzie jeszcze spali
zamówiłam sobie półlitrową kawę
poczytałam wiadomości
bardzo na temat były
i już po kilku godzinach siedziałam w samolocie
stolica przyjęła mnie ciepło i słonecznie
czego nie można było powiedzieć o moim rodzinnym mieście
wróciłam z domu do domu
uściskałam moja śliczną czterodniową siostrzenicę
a teraz smuteczek
smuteczek i tęsknota
środa, 10 maja 2017
środa
dokładnie rok temu leciałam do Ed
tak samo jak jutro
z tym ze wtedy opuszczałam dom
a teraz wracam do "domu"
poniedziałek, 8 maja 2017
taki se poniedziałek
![]() |
| magazynsquare.pl |
Podczas dzisiejszej przemowy w Londynie, Theresa May zapewniła swych zwolenników, że po Brexicie swoboda przemieszczania się zostanie bardzo ograniczona.
Jak powiedziała brytyjska premier:
Jest ważne, byśmy nadal mówili, i będziemy mówić, że naprawdę chcemy zmniejszyć imigrację netto do możliwego do utrzymania poziomu. Uważamy, że (ten poziom) to dziesiątki tysięcy.
Stanowiąca źródło informacji agencja Reuters podkreśla, że w wyniku przegłosowania Brexitu, w okresie od września 2015 do września 2016 r. liczba nowych imigrantów była najniższa od 2014 r.
rocznica
siedem lat bloga...
aż siedem czy tylko siedem
dużo wody upłynęło
wiele się zmieniło
ponad 3000 wpisów
wpisów różnych
nudnych,śmiesznych,pogodnych i depresyjnych
i tak się zastanawiam czy to już nie czas się pożegnać
aż siedem czy tylko siedem
dużo wody upłynęło
wiele się zmieniło
ponad 3000 wpisów
wpisów różnych
nudnych,śmiesznych,pogodnych i depresyjnych
i tak się zastanawiam czy to już nie czas się pożegnać
czwartek, 4 maja 2017
tam dom twój gdzie wanna twoja
wakacje w domu
okres spotkań i wzruszeń
czas kiedy kąpiel we własnej wannie
wyciska łezkę w oku
tylko czas tak szybko leci
za szybko
okres spotkań i wzruszeń
czas kiedy kąpiel we własnej wannie
wyciska łezkę w oku
tylko czas tak szybko leci
za szybko
piątek, 28 kwietnia 2017
.
UMIERANIE W SIENNICY
DZIEŃ PIERWSZY
Siekący deszcz, grad, potem słońce. Wiatr taki, że może zdmuchnąć człowieka z roweru. Ze stacji Nasielsk do Siennicy jest półtora kilometra. Puste pola i zieleniejący się las w tle. Ne widziałem Cię, Mamo, cały rok. Te nieodparte racje, te przyczyny, ta emigracja, ten brak zdolności przewidywania biegu spraw. Przeklęte poczucie winy już mnie nie opuści, nawet gdybym uciekł na księżyc. To wszystko mogło być inaczej.
Ale wieści były dobre. W Szpitalu Bielańskim wyleczyli Cię z chorób, na które cierpiałaś przez ostatnie dwa lata: świąd i zakrzepica. Po raz pierwszy od wielu miesięcy nie prosiłaś przez telefon o śmierć. Chciałaś żyć. Była nadzieja.
Wreszcie ten dom: Milennium, ładny, z ogrodem, w stylu szlacheckiego dworku. Przed bramą kilkanaście porządnych samochodów należących do personelu. Starszy człowiek o lasce, widząc że palę papierosa przed wejściem, podchodzi do mnie,. Pan Zbyszek jest w Siennicy trzy lata. „Po wypadku tu trafiłem. W Warszawie mam mieszkanie na Woli, ale chyba mi zabrał komornik” - mówi. Wkrótce zjawiają się inni na wózkach inwalidzkich. Las rąk podnosi się po papierosy „Mogę dwa? A trzy?”
Wchodzę do środka. Duża sala z telewizorem przylegająca do kuchni. Pachnie żurkiem i moczem. Funkcjonariuszka w kitlu pokazuje mi pokój, gdzie leżysz. I te Twoje słowa, kiedy mnie dostrzegasz: „Boże, Boże, Boże…”. Poznałaś mnie. Tak, jestem, ale Ciebie już prawie nie ma. Umierasz. Całuję Twoje ciepłe czoło. Do pokoju wchodzi posuwistym krokiem współlokatorka, pani Gienia. Ciągnie po podłodze cewnik. „Proszę pana, proszę pana, niech mnie pan weźmie” - szepcze. To wszystko nie może być prawdą, myślę.
DZIEŃ DRUGI
Pogoda pod psem, ale ludzie wychodzą na papierosa, widząc że się zjawiam. Las rąk. „Mogę trzy, mogę cztery?”. Znajduję sekretarkę na piętrze. „Nie mogę udzielać żadnych informacji o stanie zdrowia pacjentów.” „A synowi też nie?” „A pan jest synem?” - łypie na mnie podejrzliwie. „Jestem” „Na pewno? – nie daje za wygraną. „Ale pan nie jest upoważniony. Umowę podpisywała inna osoba.” Tak, to prawda, umowę podpisała Twoja córka, a moja siostra, bo kiedy tu trafiłaś, ja byłem jeszcze w Meksyku, gdzie pracuję.
Wychodzę od niej bez słowa. Wracam do Ciebie. Patrzysz na mnie. Pytasz o mojego syna, a Twojego wnuczka. Próbuję Cię karmić, ale kilka razy wylewam zupę na pidżamę. Pielęgniarka robi to lepiej. Wstyd mi za niezdarność. Jeszcze starasz się coś powiedzieć. Rozumiem jedno słowo. „Urzędy”. „Mamo, zabiorę Cie do domu do Warszawy, chcesz?” Kiwasz głową przyzwalająco. ”Jedz, proszę, musisz jeść, żeby się wzmocnić”. Jest nadzieja, myślę.
Wychodzimy z panem Zbyszkiem na papierosa. „Całą rentę nam zabierają. Zostawiają tylko 30 złotych, ale ja palę dużo, szczególnie w nocy. Nie mogę spać”. Sekretarka znajduje mnie na korytarzu. Ma formularz. Podchodzi do Ciebie. „Czy to Pani syn?” Patrzysz na nią, potem na mnie, najwyraźniej zdumiona, że Cię o to pytają. „Czy to Pani syn? – dociska sekretarka. „I czy upoważnia go pani do przekazywania mu informacji o stanie zdrowia?” Kiwasz głową. Ona szuka twoich popuchniętych, powykręcanych palców do podpisu. Nadaremnie, ręka jest bezwładna. „Niech pan podpisze. W tej rubryce”.
DZIEŃ TRZECI
Przygotowania do przenosin do domu. Łóżko się wypożyczy, planuję, pani Ania zna się na lekach, na przewijaniu, na pampersach, na wszystkim, nawet na kroplówce. Są przyjaciele pod ręką, jest rodzina.
Jak to się wszystko stało? Upadłaś we własnym mieszkaniu, potem szpital. Ponad dwa miesiące. Rozmawiałem z Tobą przez telefony tych, którzy Cię odwiedzali. Mówiłaś logicznie, choć chwilami zapominałaś słów.
„Trzeba pomyśleć o Zakładzie Opieki Leczniczej. To jak drugi szpital, a ja mam załamanie nerwowe” - tłumaczyła siostra. „Spisała się na szóstkę” powiedziałaś o niej w szpitalu. Siostra się starała. Walcząc z załamaniem nerwowym wypytywała o najlepsze zakłady opieki. Pielęgniarka środowiskowa w Szpitalu Bielańskim poradziła jej Millennium w Siennicy. Twoje przeniesienie załatwiono sądownie. Powiedzieli Ci, że idziesz do innego szpitala.
Do Siennicy przewieźli Cię w znośnym stanie, mówiono. Dobrze się czułaś w tym domu przypominającym szlachecki dworek, mówiono. Jedzenie Ci smakowało, mówiono. Z poprzednią współlokatorką, panią Basią, często żartowałyście w waszym pokoiku z widokiem na ogród. Wynegocjowałyście nawet telewizor. Kilka dni potem pani Basia nagle zmarła. A Ty dostałaś infekcji.
„Przywieziono pańską matkę w ciężkim stanie już ze szpitala”- tłumaczyła pielęgniarka z Millenium. „A teraz chudnie, chociaż je. Podejrzewam, że rozwija się jakiś nowotwór. Ale my tu nie mamy diagnostyki. Więc jeśli chcecie coś diagnozować, to na własny koszt.”
Teraz wszystko się zmieni, myślę. Będziesz u siebie w domu. Zawsze lepiej u siebie.
Lecz kiedy wieczorem wraz ze szwagrem przyjeżdżamy po Ciebie do Siennicy, już nic mówisz, nie otwierasz oczu. Staram Ci się poprawić poduszkę. Jęczysz z bólu przy każdym poruszeniu. „Nie ma sensu jej nigdzie przenosić”- mówi szwagier. ”Nie ma sensu”- potwierdzam.
DZIEŃ CZWARTY
Dżdżysty poranek. Zimny wiatr przenika do kości. Kupuję kilka paczek papierosów w Nasielsku. Przed domem w Siennicy gromadzą się po nie pensjonariusze. Pan Zbyszek wyrzuca niedopalone papierosy, które skrzętnie zachowywał na wypadek, gdybym nie przyjechał.
W środku uderza mnie odór uryny, silniejszy niż poprzednio. „Proszę pana, proszę pana, niech mi pan da gruszek” - wpija się we mnie palcami pani Gienia, ciągnąc za sobą cewnik. Pielęgniarka poprawia jej łóżko. Pani Gienia jest po udarze, ale może chodzić. Ty się nie ruszasz. Dojmująco jęczysz pod kroplówką. „Przestała jeść i pić” - tłumaczy pielęgniarka. „Musieliśmy jej podać dożylnie. A pan niech nie rozdaje papierosów pacjentom”. „Dlaczego?” „To nie wie pan dlaczego? Papierosy są szkodliwe. I regulamin zabrania.”. Usiłuję coś mówić o prawach pensjonariuszy, ludzi pod opieką, ale nie pozbawionych podmiotowości. O ich prawach także do rzeczy niezdrowych. Ale ona się oddala.
Wychodzę na dwór. Kwietniowy mróz postrącał nierozwinięte pączki na ziemię. „Czego by pan się napił?”- pytam Pana Zbyszka. „Piwa”. Do sklepu jest 15 minut rowerem. Przywożę trochę piwa, ale i tak nie starcza dla wszystkich. Chowają puszki w poły kurtek. „Jak pana mama?” - pyta pan Zbyszek. „Chodźmy do niej” - mówię. Zamykamy drzwi i siadamy przy Tobie. I płaczemy. Obaj. Ja i pan Zbyszek. Trzymamy Cię za ręce i płaczemy. „Uśmiechnij się” - mówi pan Zbyszek. Na twojej twarzy pojawia się delikatny skurcz. ”No, widzisz? – cieszy się pan Zbyszek. „Twoja mama się uśmiecha. „Można tu zostać na noc?” - pytam. „Coś załatwię – mówi pan Zbyszek. „Pan naruszył regulamin!” - ostry głos pielęgniarki wdziera się między mnie, pana Zbyszka i Ciebie. „Proszę natychmiast opuścić zakład albo pana wyprowadzą! Nie wolno tu panu więcej przychodzić!”
DZIEŃ PIĄTY
Lubiłaś te słowa z Bergmana: „Sen to rodzaj obłędu, obłęd to rodzaj snu, a całe życie nasze jest snem.” Jednak w tym dziwnym śnie, zwanym życiem, obowiązują umowy. A moja załamana nerwowo siostra podpisała umowa z zakładem Millenium, nie wgłębiając się w jej treść:
„Zleceniobiorca oświadcza, iż w przypadku nagłego stanu zagrożenia życia Pensjonariusza nie jest w stanie udzielić skutecznej pomocy z powodu braku warunków oraz specjalistycznego sprzętu medycznego”.
Bo zakład Millenium nie jest zakładem opiekuńczo-leczniczym, ale „zakładem pielęgnacyjno-opiekuńczym”.
W tym dziwnym śnie, zwanym życiem, ktoś pisze też komentarze na blogach, które ktoś inny czyta zawsze zbyt późno:
„Do tej placówki nie oddałabym najgorszego wroga. (…) Właściciele są sknerusami. Lekarze bez uczuć. Nie zależy im na dobru pacjenta. Liczy się tylko kasa. Oszczędzają na wszystkim: na lekach, posiłkach, ogrzewaniu. Zimą temperatury na pierwszym piętrze spadają nawet do 15 stopni. Jedzenie z krótkim terminem przydatności w ograniczonych ilościach. Personel zastraszony i mobbingowany. Stanowczo odradzam wszystkim pobyt w tej placówce.” - pisze anonimowy, były pracownik domu.
Także komentarze pokrzywdzonych rodzin mnożą się i mnożą.
Wreszcie w tym dziwnym śnie jest i posterunek policji w Nasielsku. Zawozi mnie tam mój przyjaciel z Cieksyna, znany i ceniony w gminie. „Mamy już na nich kilka skarg. Pojadę i dowiem się, o co chodzi” – mówi uprzejma policjantka. Idzie na rozmowę. Czekamy na nią w samochodzie zaparkowanym nieopodal. Wraca po kilku minutach. „Samego tam pana nie wpuszczą, bo naruszył pan regulamin, ale może pan wejść w obecności siostry”.
Tego samego dnia wracam do Siennicy w obecności siostry. Tym razem nie masz kroplówki, kubek szpitalny na stoliku jest pusty. Daję Ci wodę. Pijesz łyk za łykiem, wycieńczona z pragnienia.
DZIEŃ SZÓSTY
Po południu siostra dostaje telefon, że ustała praca nerek. I że Twój zgon może nastąpić w każdej chwili. Nasz przyjaciel zabiera nas autem do Siennicy. Pada deszcz, jedziemy więc ostrożnie. Docieramy o dziewiętnastej, wchodzimy niezauważeni. Dom wydaje się opustoszały. Na korytarzu napotykamy pana Zbyszka. „Przenoszą mnie za karę do innego miejsca” - skarży się.
Leżysz nieprzytomna. Rzęzisz głośno, miarowo. Daję Ci wodę, którą przywiozłem. Pijesz łapczywie. Pielęgniarka wyrasta jak spod ziemi. „Niech pan natychmiast stąd wyjdzie! Pan nie ma prawa tu być!”. Stają za nią trzy inne pracownice zakładu. Moja siostra usiłuje negocjować. Bez powodzenia.
Siadam u wezgłowia Twojego łóżka, otwieram pudełko z Twoją ulubioną pomadą z peyote i wolno wcieram Ci ją w czoło i skroń. Zawsze powtarzałaś, że ta pomada pomaga Ci zasnąć, więc za każdym razem, kiedy przyjeżdżam do Polski, przywożę Ci ją. „Regulamin zabrania wizyt po godzinie szóstej! - upomina moją siostrę pielęgniarka. „A pan niech stąd wyjdzie albo dzwonimy po policję! Wyniosą pana w kajdankach! – syczy do mnie. „Proszę pana, proszę pana, niech mi pan kupi jabłek” – pani Gienia uderza w stolik sprawną ręką.
Z wolna przestajesz rzęzić. Twoja skroń i czoło są ciepłe od maści, ale półprzymknięte oczy nieruchomo wpatrują się w ścianę. Dotykam Twojego podbródka. Jest zimny. „Proszę pani, myślę, że moja mama nie żyje” – mówię do pielęgniarki. Pielęgniarka spogląda mi przez ramię i mówi: „No, właśnie. Nie żyje”.
DZIEŃ SIÓDMY
Jedziemy do zakładu pogrzebowego. Załatwianie formalności. Potem do Siennicy po Twoje rzeczy. Siadam na pniu daleko od furtki. Czekam na siostrę. Zimny deszcz chłoszcze mnie w twarz. Po chwili siostra wraca. Twoje rzeczy popakowane w torby plastikowe. Szepcze, że Ciebie już nie ma. Że wywieziono Cię do innego zakładu pogrzebowego. Bez naszej wiedzy.
Okazuje się, że załatwianie formalności w wybranym przez nas zakładzie pogrzebowym było zbędne, bo 25. paragraf umowy między NZOZ Millenium Niepublicznym Zakładem Opieki Zdrowotnej a zleceniodawcą (czyli moją siostrą) stanowi: „W przypadku zgonu pensjonariusza zleceniobiorca powiadomi telefonicznie o tym fakcie zleceniodawcę, a następnie dokona czynności mające na celu transport i przechowywanie zwłok. Wyżej wymienione czynności wykonane zostaną przez Zakład Pogrzebowy na zlecenie NZOZ Millenium na podstawie zawartych umów.”
A więc wszystko w porządku, bo wszystko zgodnie z umową. Ale czy na pewno?
Kochana Mamo,
w dyskretnym, tajemniczym języku religii wyraża się to, co trudno jest wyrazić inaczej: czekałaś na mnie dwa razy. Raz, kiedy przyjechałem do Ciebie z Meksyku i wykrzyknęłaś: „Boże, Boże, Boże…”. Drugi raz czekałaś, aż dam ci wody i przytulę się do Ciebie, żebyś mogła skonać w bliskości moich dłoni. A teraz, proszę Cię, czekaj na mnie jeszcze trzeci raz.
Ale zanim się spotkamy, muszę jeszcze załatwić kilka spraw. I w jednej z nich potrzebuję pomocy wszystkich Państwa, którzy teraz czytacie mój list, a którzy mieliście podobne doświadczenia w Siennicy co ja. Skontaktujcie się ze mną, proszę, pisząc na ten adres mailowy: lekvinik64@gmail.com Jestem pewien, że powinniśmy zrobić coś, czego regulamin Siennicy nie przewiduje: opisać bezduszność, przede wszystkim po to, by ją powstrzymać.
Pomóżcie mi, bo sam nie dam rady. A wierzę, że trzeba tak postąpić. Bo inaczej nic nie ma sensu.
Profesor Witold Jacórzyński
filozof, antropolog, od 23 lat mieszka w Meksyku, jest badaczem kultur indiańskich w CIESAS Sureste (Centrum Badań i Wyższych Studiów Antropologii Społecznej w południowo-wschodnim Meksyku)
DZIEŃ PIERWSZY
Siekący deszcz, grad, potem słońce. Wiatr taki, że może zdmuchnąć człowieka z roweru. Ze stacji Nasielsk do Siennicy jest półtora kilometra. Puste pola i zieleniejący się las w tle. Ne widziałem Cię, Mamo, cały rok. Te nieodparte racje, te przyczyny, ta emigracja, ten brak zdolności przewidywania biegu spraw. Przeklęte poczucie winy już mnie nie opuści, nawet gdybym uciekł na księżyc. To wszystko mogło być inaczej.
Ale wieści były dobre. W Szpitalu Bielańskim wyleczyli Cię z chorób, na które cierpiałaś przez ostatnie dwa lata: świąd i zakrzepica. Po raz pierwszy od wielu miesięcy nie prosiłaś przez telefon o śmierć. Chciałaś żyć. Była nadzieja.
Wreszcie ten dom: Milennium, ładny, z ogrodem, w stylu szlacheckiego dworku. Przed bramą kilkanaście porządnych samochodów należących do personelu. Starszy człowiek o lasce, widząc że palę papierosa przed wejściem, podchodzi do mnie,. Pan Zbyszek jest w Siennicy trzy lata. „Po wypadku tu trafiłem. W Warszawie mam mieszkanie na Woli, ale chyba mi zabrał komornik” - mówi. Wkrótce zjawiają się inni na wózkach inwalidzkich. Las rąk podnosi się po papierosy „Mogę dwa? A trzy?”
Wchodzę do środka. Duża sala z telewizorem przylegająca do kuchni. Pachnie żurkiem i moczem. Funkcjonariuszka w kitlu pokazuje mi pokój, gdzie leżysz. I te Twoje słowa, kiedy mnie dostrzegasz: „Boże, Boże, Boże…”. Poznałaś mnie. Tak, jestem, ale Ciebie już prawie nie ma. Umierasz. Całuję Twoje ciepłe czoło. Do pokoju wchodzi posuwistym krokiem współlokatorka, pani Gienia. Ciągnie po podłodze cewnik. „Proszę pana, proszę pana, niech mnie pan weźmie” - szepcze. To wszystko nie może być prawdą, myślę.
DZIEŃ DRUGI
Pogoda pod psem, ale ludzie wychodzą na papierosa, widząc że się zjawiam. Las rąk. „Mogę trzy, mogę cztery?”. Znajduję sekretarkę na piętrze. „Nie mogę udzielać żadnych informacji o stanie zdrowia pacjentów.” „A synowi też nie?” „A pan jest synem?” - łypie na mnie podejrzliwie. „Jestem” „Na pewno? – nie daje za wygraną. „Ale pan nie jest upoważniony. Umowę podpisywała inna osoba.” Tak, to prawda, umowę podpisała Twoja córka, a moja siostra, bo kiedy tu trafiłaś, ja byłem jeszcze w Meksyku, gdzie pracuję.
Wychodzę od niej bez słowa. Wracam do Ciebie. Patrzysz na mnie. Pytasz o mojego syna, a Twojego wnuczka. Próbuję Cię karmić, ale kilka razy wylewam zupę na pidżamę. Pielęgniarka robi to lepiej. Wstyd mi za niezdarność. Jeszcze starasz się coś powiedzieć. Rozumiem jedno słowo. „Urzędy”. „Mamo, zabiorę Cie do domu do Warszawy, chcesz?” Kiwasz głową przyzwalająco. ”Jedz, proszę, musisz jeść, żeby się wzmocnić”. Jest nadzieja, myślę.
Wychodzimy z panem Zbyszkiem na papierosa. „Całą rentę nam zabierają. Zostawiają tylko 30 złotych, ale ja palę dużo, szczególnie w nocy. Nie mogę spać”. Sekretarka znajduje mnie na korytarzu. Ma formularz. Podchodzi do Ciebie. „Czy to Pani syn?” Patrzysz na nią, potem na mnie, najwyraźniej zdumiona, że Cię o to pytają. „Czy to Pani syn? – dociska sekretarka. „I czy upoważnia go pani do przekazywania mu informacji o stanie zdrowia?” Kiwasz głową. Ona szuka twoich popuchniętych, powykręcanych palców do podpisu. Nadaremnie, ręka jest bezwładna. „Niech pan podpisze. W tej rubryce”.
DZIEŃ TRZECI
Przygotowania do przenosin do domu. Łóżko się wypożyczy, planuję, pani Ania zna się na lekach, na przewijaniu, na pampersach, na wszystkim, nawet na kroplówce. Są przyjaciele pod ręką, jest rodzina.
Jak to się wszystko stało? Upadłaś we własnym mieszkaniu, potem szpital. Ponad dwa miesiące. Rozmawiałem z Tobą przez telefony tych, którzy Cię odwiedzali. Mówiłaś logicznie, choć chwilami zapominałaś słów.
„Trzeba pomyśleć o Zakładzie Opieki Leczniczej. To jak drugi szpital, a ja mam załamanie nerwowe” - tłumaczyła siostra. „Spisała się na szóstkę” powiedziałaś o niej w szpitalu. Siostra się starała. Walcząc z załamaniem nerwowym wypytywała o najlepsze zakłady opieki. Pielęgniarka środowiskowa w Szpitalu Bielańskim poradziła jej Millennium w Siennicy. Twoje przeniesienie załatwiono sądownie. Powiedzieli Ci, że idziesz do innego szpitala.
Do Siennicy przewieźli Cię w znośnym stanie, mówiono. Dobrze się czułaś w tym domu przypominającym szlachecki dworek, mówiono. Jedzenie Ci smakowało, mówiono. Z poprzednią współlokatorką, panią Basią, często żartowałyście w waszym pokoiku z widokiem na ogród. Wynegocjowałyście nawet telewizor. Kilka dni potem pani Basia nagle zmarła. A Ty dostałaś infekcji.
„Przywieziono pańską matkę w ciężkim stanie już ze szpitala”- tłumaczyła pielęgniarka z Millenium. „A teraz chudnie, chociaż je. Podejrzewam, że rozwija się jakiś nowotwór. Ale my tu nie mamy diagnostyki. Więc jeśli chcecie coś diagnozować, to na własny koszt.”
Teraz wszystko się zmieni, myślę. Będziesz u siebie w domu. Zawsze lepiej u siebie.
Lecz kiedy wieczorem wraz ze szwagrem przyjeżdżamy po Ciebie do Siennicy, już nic mówisz, nie otwierasz oczu. Staram Ci się poprawić poduszkę. Jęczysz z bólu przy każdym poruszeniu. „Nie ma sensu jej nigdzie przenosić”- mówi szwagier. ”Nie ma sensu”- potwierdzam.
DZIEŃ CZWARTY
Dżdżysty poranek. Zimny wiatr przenika do kości. Kupuję kilka paczek papierosów w Nasielsku. Przed domem w Siennicy gromadzą się po nie pensjonariusze. Pan Zbyszek wyrzuca niedopalone papierosy, które skrzętnie zachowywał na wypadek, gdybym nie przyjechał.
W środku uderza mnie odór uryny, silniejszy niż poprzednio. „Proszę pana, proszę pana, niech mi pan da gruszek” - wpija się we mnie palcami pani Gienia, ciągnąc za sobą cewnik. Pielęgniarka poprawia jej łóżko. Pani Gienia jest po udarze, ale może chodzić. Ty się nie ruszasz. Dojmująco jęczysz pod kroplówką. „Przestała jeść i pić” - tłumaczy pielęgniarka. „Musieliśmy jej podać dożylnie. A pan niech nie rozdaje papierosów pacjentom”. „Dlaczego?” „To nie wie pan dlaczego? Papierosy są szkodliwe. I regulamin zabrania.”. Usiłuję coś mówić o prawach pensjonariuszy, ludzi pod opieką, ale nie pozbawionych podmiotowości. O ich prawach także do rzeczy niezdrowych. Ale ona się oddala.
Wychodzę na dwór. Kwietniowy mróz postrącał nierozwinięte pączki na ziemię. „Czego by pan się napił?”- pytam Pana Zbyszka. „Piwa”. Do sklepu jest 15 minut rowerem. Przywożę trochę piwa, ale i tak nie starcza dla wszystkich. Chowają puszki w poły kurtek. „Jak pana mama?” - pyta pan Zbyszek. „Chodźmy do niej” - mówię. Zamykamy drzwi i siadamy przy Tobie. I płaczemy. Obaj. Ja i pan Zbyszek. Trzymamy Cię za ręce i płaczemy. „Uśmiechnij się” - mówi pan Zbyszek. Na twojej twarzy pojawia się delikatny skurcz. ”No, widzisz? – cieszy się pan Zbyszek. „Twoja mama się uśmiecha. „Można tu zostać na noc?” - pytam. „Coś załatwię – mówi pan Zbyszek. „Pan naruszył regulamin!” - ostry głos pielęgniarki wdziera się między mnie, pana Zbyszka i Ciebie. „Proszę natychmiast opuścić zakład albo pana wyprowadzą! Nie wolno tu panu więcej przychodzić!”
DZIEŃ PIĄTY
Lubiłaś te słowa z Bergmana: „Sen to rodzaj obłędu, obłęd to rodzaj snu, a całe życie nasze jest snem.” Jednak w tym dziwnym śnie, zwanym życiem, obowiązują umowy. A moja załamana nerwowo siostra podpisała umowa z zakładem Millenium, nie wgłębiając się w jej treść:
„Zleceniobiorca oświadcza, iż w przypadku nagłego stanu zagrożenia życia Pensjonariusza nie jest w stanie udzielić skutecznej pomocy z powodu braku warunków oraz specjalistycznego sprzętu medycznego”.
Bo zakład Millenium nie jest zakładem opiekuńczo-leczniczym, ale „zakładem pielęgnacyjno-opiekuńczym”.
W tym dziwnym śnie, zwanym życiem, ktoś pisze też komentarze na blogach, które ktoś inny czyta zawsze zbyt późno:
„Do tej placówki nie oddałabym najgorszego wroga. (…) Właściciele są sknerusami. Lekarze bez uczuć. Nie zależy im na dobru pacjenta. Liczy się tylko kasa. Oszczędzają na wszystkim: na lekach, posiłkach, ogrzewaniu. Zimą temperatury na pierwszym piętrze spadają nawet do 15 stopni. Jedzenie z krótkim terminem przydatności w ograniczonych ilościach. Personel zastraszony i mobbingowany. Stanowczo odradzam wszystkim pobyt w tej placówce.” - pisze anonimowy, były pracownik domu.
Także komentarze pokrzywdzonych rodzin mnożą się i mnożą.
Wreszcie w tym dziwnym śnie jest i posterunek policji w Nasielsku. Zawozi mnie tam mój przyjaciel z Cieksyna, znany i ceniony w gminie. „Mamy już na nich kilka skarg. Pojadę i dowiem się, o co chodzi” – mówi uprzejma policjantka. Idzie na rozmowę. Czekamy na nią w samochodzie zaparkowanym nieopodal. Wraca po kilku minutach. „Samego tam pana nie wpuszczą, bo naruszył pan regulamin, ale może pan wejść w obecności siostry”.
Tego samego dnia wracam do Siennicy w obecności siostry. Tym razem nie masz kroplówki, kubek szpitalny na stoliku jest pusty. Daję Ci wodę. Pijesz łyk za łykiem, wycieńczona z pragnienia.
DZIEŃ SZÓSTY
Po południu siostra dostaje telefon, że ustała praca nerek. I że Twój zgon może nastąpić w każdej chwili. Nasz przyjaciel zabiera nas autem do Siennicy. Pada deszcz, jedziemy więc ostrożnie. Docieramy o dziewiętnastej, wchodzimy niezauważeni. Dom wydaje się opustoszały. Na korytarzu napotykamy pana Zbyszka. „Przenoszą mnie za karę do innego miejsca” - skarży się.
Leżysz nieprzytomna. Rzęzisz głośno, miarowo. Daję Ci wodę, którą przywiozłem. Pijesz łapczywie. Pielęgniarka wyrasta jak spod ziemi. „Niech pan natychmiast stąd wyjdzie! Pan nie ma prawa tu być!”. Stają za nią trzy inne pracownice zakładu. Moja siostra usiłuje negocjować. Bez powodzenia.
Siadam u wezgłowia Twojego łóżka, otwieram pudełko z Twoją ulubioną pomadą z peyote i wolno wcieram Ci ją w czoło i skroń. Zawsze powtarzałaś, że ta pomada pomaga Ci zasnąć, więc za każdym razem, kiedy przyjeżdżam do Polski, przywożę Ci ją. „Regulamin zabrania wizyt po godzinie szóstej! - upomina moją siostrę pielęgniarka. „A pan niech stąd wyjdzie albo dzwonimy po policję! Wyniosą pana w kajdankach! – syczy do mnie. „Proszę pana, proszę pana, niech mi pan kupi jabłek” – pani Gienia uderza w stolik sprawną ręką.
Z wolna przestajesz rzęzić. Twoja skroń i czoło są ciepłe od maści, ale półprzymknięte oczy nieruchomo wpatrują się w ścianę. Dotykam Twojego podbródka. Jest zimny. „Proszę pani, myślę, że moja mama nie żyje” – mówię do pielęgniarki. Pielęgniarka spogląda mi przez ramię i mówi: „No, właśnie. Nie żyje”.
DZIEŃ SIÓDMY
Jedziemy do zakładu pogrzebowego. Załatwianie formalności. Potem do Siennicy po Twoje rzeczy. Siadam na pniu daleko od furtki. Czekam na siostrę. Zimny deszcz chłoszcze mnie w twarz. Po chwili siostra wraca. Twoje rzeczy popakowane w torby plastikowe. Szepcze, że Ciebie już nie ma. Że wywieziono Cię do innego zakładu pogrzebowego. Bez naszej wiedzy.
Okazuje się, że załatwianie formalności w wybranym przez nas zakładzie pogrzebowym było zbędne, bo 25. paragraf umowy między NZOZ Millenium Niepublicznym Zakładem Opieki Zdrowotnej a zleceniodawcą (czyli moją siostrą) stanowi: „W przypadku zgonu pensjonariusza zleceniobiorca powiadomi telefonicznie o tym fakcie zleceniodawcę, a następnie dokona czynności mające na celu transport i przechowywanie zwłok. Wyżej wymienione czynności wykonane zostaną przez Zakład Pogrzebowy na zlecenie NZOZ Millenium na podstawie zawartych umów.”
A więc wszystko w porządku, bo wszystko zgodnie z umową. Ale czy na pewno?
Kochana Mamo,
w dyskretnym, tajemniczym języku religii wyraża się to, co trudno jest wyrazić inaczej: czekałaś na mnie dwa razy. Raz, kiedy przyjechałem do Ciebie z Meksyku i wykrzyknęłaś: „Boże, Boże, Boże…”. Drugi raz czekałaś, aż dam ci wody i przytulę się do Ciebie, żebyś mogła skonać w bliskości moich dłoni. A teraz, proszę Cię, czekaj na mnie jeszcze trzeci raz.
Ale zanim się spotkamy, muszę jeszcze załatwić kilka spraw. I w jednej z nich potrzebuję pomocy wszystkich Państwa, którzy teraz czytacie mój list, a którzy mieliście podobne doświadczenia w Siennicy co ja. Skontaktujcie się ze mną, proszę, pisząc na ten adres mailowy: lekvinik64@gmail.com Jestem pewien, że powinniśmy zrobić coś, czego regulamin Siennicy nie przewiduje: opisać bezduszność, przede wszystkim po to, by ją powstrzymać.
Pomóżcie mi, bo sam nie dam rady. A wierzę, że trzeba tak postąpić. Bo inaczej nic nie ma sensu.
Profesor Witold Jacórzyński
filozof, antropolog, od 23 lat mieszka w Meksyku, jest badaczem kultur indiańskich w CIESAS Sureste (Centrum Badań i Wyższych Studiów Antropologii Społecznej w południowo-wschodnim Meksyku)
poniedziałek, 24 kwietnia 2017
niedziela, 23 kwietnia 2017
ucz się ucz
piękna pogoda za oknem
ciekawe filmy do obejrzenia
mięciutkie łóżeczko
i takie tam
ale to wszystko nie dziś
dziś czas zacząć naukę
ciekawe filmy do obejrzenia
mięciutkie łóżeczko
i takie tam
ale to wszystko nie dziś
dziś czas zacząć naukę
dwa dni wolnego
dwa dni wolnego
z czego jeden właśnie minął
a za tydzień o tej porze będę gdzie indziej
relaksuję się,oglądam,myślę
uwielbiam takie dni jak dziś
i chociaż czasami wpadam w histerie,że nie pasuję do tego świata
dziś cieszę się z tego,że jestem tym kim jestem
z czego jeden właśnie minął
a za tydzień o tej porze będę gdzie indziej
relaksuję się,oglądam,myślę
uwielbiam takie dni jak dziś
i chociaż czasami wpadam w histerie,że nie pasuję do tego świata
dziś cieszę się z tego,że jestem tym kim jestem
Gdyby udało się otworzyć drzwi percepcji, wszystko ukazałoby się człowiekowi takim, jakim jest – nieskończonym
William Blake
z tomu pod tytułem:
a ple ple ple,
cytaty,
piosenki lalala
sobota, 22 kwietnia 2017
(z)myśli samobójcze
czyli moje głupie myśli wynikające z bujnej wyobraźni
a które niechybnie doprowadzą mnie do zawału
idziesz
wieczór
nawet lekko późny
ostatnia prosta
pusta długa ulica nadziana lampami niczym urodzinowy tort
a po bokach krzaki
nawet jakbyś wzywał pomocy nikt nie usłyszy
bo to
ostatnia prosta
ale wracając do tematu
idziesz
wieczór lekko późny
ostatnia prosta
i ty idziesz
i nagle wyprzedza cie jakiś cień
lekko cię to porusza bo nic nie słyszałeś
ale jak miałeś usłyszeć kiedy słuchawki na uszach i muzyka na cały gwizdek
wiec idziesz dalej
sztywniejesz ale
udajesz że to nic,zwyczajnie też ktoś wraca do domu
ty wiesz,że to nie morderca,prawda?
ktoś sobie idzie
zwyczajnie
za tobą
i...zwalnia gdy zwalniasz
i..razem z tobą przyśpiesza
i kiedy serce już wali jak oszalałe
nagle
zdajesz sobie sprawę,że to twój cień
boszszsz
to tylko cień...
i w duchu zaczynasz się ganić
i śmiejesz się z tej sytuacji
dopóki...
dopóki nie dojrzysz drugiego cienia
całkiem blisko
na lewo od ciebie
(tu normalne,całkiem słabe serce pada na pysk
ale nie moje-moje jest silne)
a to przecież
ktoś sobie idzie
zwyczajnie
za tobą
do domu sobie idzie!
a które niechybnie doprowadzą mnie do zawału
idziesz
wieczór
nawet lekko późny
ostatnia prosta
pusta długa ulica nadziana lampami niczym urodzinowy tort
a po bokach krzaki
nawet jakbyś wzywał pomocy nikt nie usłyszy
bo to
ostatnia prosta
ale wracając do tematu
idziesz
wieczór lekko późny
ostatnia prosta
i ty idziesz
i nagle wyprzedza cie jakiś cień
lekko cię to porusza bo nic nie słyszałeś
ale jak miałeś usłyszeć kiedy słuchawki na uszach i muzyka na cały gwizdek
wiec idziesz dalej
sztywniejesz ale
udajesz że to nic,zwyczajnie też ktoś wraca do domu
ty wiesz,że to nie morderca,prawda?
ktoś sobie idzie
zwyczajnie
za tobą
i...zwalnia gdy zwalniasz
i..razem z tobą przyśpiesza
i kiedy serce już wali jak oszalałe
nagle
zdajesz sobie sprawę,że to twój cień
boszszsz
to tylko cień...
i w duchu zaczynasz się ganić
i śmiejesz się z tej sytuacji
dopóki...
dopóki nie dojrzysz drugiego cienia
całkiem blisko
na lewo od ciebie
(tu normalne,całkiem słabe serce pada na pysk
ale nie moje-moje jest silne)
a to przecież
ktoś sobie idzie
zwyczajnie
za tobą
do domu sobie idzie!
piątek, 21 kwietnia 2017
P jak piątek
świat jest taki pięęęęęęękny kiedy zapalisz:
-nie czujesz się samotna,bo jesteś dumną singielkOM
baaaa nawet prawie feministkOM !!!
-nie przeszkadza ci że ostatnie 12 godzin spędziłaś w pracy z Paskudnym Wampirem Energetycznym,a i może w odruchu miłości do wszystkich nie przywalisz mu następnym razem
-wyczyniasz różne głupoty za które ci potem wstyd (albo i nie wstyd)
uśmiechasz się,słuchasz muzyki,relaks
melodia całkiem przyjemna ale słowa jakieś głupkowate
całkiem jak ten mój dzisiejszy wpis
-nie czujesz się samotna,bo jesteś dumną singielkOM
baaaa nawet prawie feministkOM !!!
-nie przeszkadza ci że ostatnie 12 godzin spędziłaś w pracy z Paskudnym Wampirem Energetycznym,a i może w odruchu miłości do wszystkich nie przywalisz mu następnym razem
-wyczyniasz różne głupoty za które ci potem wstyd (albo i nie wstyd)
uśmiechasz się,słuchasz muzyki,relaks
melodia całkiem przyjemna ale słowa jakieś głupkowate
całkiem jak ten mój dzisiejszy wpis
z tomu pod tytułem:
a ple ple ple,
piosenki lalala,
z wyobrażni
niedziela, 16 kwietnia 2017
sobota, 15 kwietnia 2017
Alleluja
za co chrześcijanie tak nie lubią Świadków Jehowy
za nachalność i narzucanie swojej Prawdy
chociaż to krzyże wiszą wszędzie ,
a księża mają prawdę najprawdziwszą
ale to też do czasu...
błądząc po moich religijnych bezdrożach
doszłam do jednego :
-Bóg istnieje
reszta ,te całe kulty i rytuały to wymysł człowieka
taka jaśnie oświecona żyłam sobie spokojnie
aż tu nagle
Alleluja!
duch mój począł się buntować
o nie!
jak teraz?
ja nic nie robię!
przecież ja nie obchodzę!!!
a potem wątpliwość niczym zaraza i myśl wiercąca dziurę w pustej głowie
a jak się mylę?
jak racji nie mam?
i kiedy duch dręczon był rozterkami
ciało posłusznie udało się do kuchni
pokroiło warzywa do sałatki,
pomogło ukręcić sernik
więc cóż
dobrej nocy i spokojnej niedzieli
za nachalność i narzucanie swojej Prawdy
chociaż to krzyże wiszą wszędzie ,
a księża mają prawdę najprawdziwszą
ale to też do czasu...
błądząc po moich religijnych bezdrożach
doszłam do jednego :
-Bóg istnieje
reszta ,te całe kulty i rytuały to wymysł człowieka
taka jaśnie oświecona żyłam sobie spokojnie
aż tu nagle
Alleluja!
duch mój począł się buntować
o nie!
jak teraz?
ja nic nie robię!
przecież ja nie obchodzę!!!
a potem wątpliwość niczym zaraza i myśl wiercąca dziurę w pustej głowie
a jak się mylę?
jak racji nie mam?
i kiedy duch dręczon był rozterkami
ciało posłusznie udało się do kuchni
pokroiło warzywa do sałatki,
pomogło ukręcić sernik
więc cóż
dobrej nocy i spokojnej niedzieli
środa, 12 kwietnia 2017
takie tam muchy w nosie
powoli zbliża się urlop
a z nim mój wyjazd do domu
a co za tym idzie moja tęsknota się zwiększa i zwiększa
zaczyna mnie otulać jak puchowa kołdra
tęsknię
wysłałam kartki świąteczne co mi się raczej rzadko zdarza
staram się nie być małostkowa
ale głupie Hej,dzięki kartka doszła sprawiłoby mi przyjemność
bez odzewu mam wrażenie,że skrzynkę pocztową pomyliłam ze śmietnikiem
no i takie tam muchy w nosie
ps
niektórzy odpisali
miód na moje serce :)
a z nim mój wyjazd do domu
a co za tym idzie moja tęsknota się zwiększa i zwiększa
zaczyna mnie otulać jak puchowa kołdra
tęsknię
wysłałam kartki świąteczne co mi się raczej rzadko zdarza
staram się nie być małostkowa
ale głupie Hej,dzięki kartka doszła sprawiłoby mi przyjemność
bez odzewu mam wrażenie,że skrzynkę pocztową pomyliłam ze śmietnikiem
no i takie tam muchy w nosie
ps
niektórzy odpisali
miód na moje serce :)
środa
...a najśmieszniejsze jest to,że nasze komórki się całkowicie zmieniają
co każde 7 lat
Już zdążyliśmy się stać całkiem innymi osobami
przynajmniej kilka razy
Ale mimo wszystko zasadniczo pozostajemy sobą
Życie świadome / Waking Life
wtorek, 11 kwietnia 2017
poniedziałek
dziś skończył mi się okres próbny w pracy
miałam rozmowę z matron
i
dostałam kontrakt!!!
kupiłam piwo
chciałam to uczcić
wróciłam do domu
i zasnęłam :D
miałam rozmowę z matron
i
dostałam kontrakt!!!
kupiłam piwo
chciałam to uczcić
wróciłam do domu
i zasnęłam :D
niedziela, 9 kwietnia 2017
niedziela nadal
nie odkryłam Ameryki
wiedzą to wszyscy którzy wyjechali
liczba znajomych zmniejsza się wprost proporcjonalnie do czasu spędzonego poza granicą
z jednej strony jest to normalne
z drugiej trochę żal
ale że sama jestem wrednym odludkiem staram się to zrozumieć
ament
na mojej usznej liście przebojów cztery kawałki:
a na ocznej dwa:
-obejrzany
i do obejrzenia po kawie
wiedzą to wszyscy którzy wyjechali
liczba znajomych zmniejsza się wprost proporcjonalnie do czasu spędzonego poza granicą
z jednej strony jest to normalne
z drugiej trochę żal
ale że sama jestem wrednym odludkiem staram się to zrozumieć
ament
na mojej usznej liście przebojów cztery kawałki:
a na ocznej dwa:
-obejrzany
i do obejrzenia po kawie
z tomu pod tytułem:
a ple ple ple,
fajny film dziś widziałam,
piosenki lalala
czwartek, 6 kwietnia 2017
wilcza chata
obudziłam się
ufff
...i jak się opycha serami na noc to później tak jest...
czyli koszmarowo-koszmarny bełkot nocnego obżartucha
sen był straszny i bardzo realistyczny
chociaż przez cały czas "wiedziałam",że to nie moje życie
miałam wrażenie,że to film
obudziłam się z tytułem "wilcza chata" na ustach ale chyba nie było nigdy czegoś takiego
pierwszy raz w życiu śniło mi się,że jestem chłopcem
mogłam mieć może z piętnaście lat
miałam młodszą siostrę,tak na oko pięcioletnią,chyba nie umiała mówić
mieszkałam z rodzicami w jakiejś starej zatęchłej kamienicy
pamiętam,że była ogromna bieda
matka cały czas chodziła w szlafroku
(na prochach była,albo pijana)
a ojciec (okrutne skrzyżowanie mojego własnego z Wrogiem moim) bił nas strasznie
szczególnie upodobując sobie moją osobę
próbowałam bronić siostrę
a to tylko podsycało gniew ojca
próbowałam prosić mamę o pomoc
ale ona była jakby nieobecna
z nosa wypadały mi białe gluty o konsystencji kożucha z mleka
Jezu
cały sen to jedna wielka walka
próbowałam uciec z siostrą
próbowałam powstrzymać ojca
próbowałam wypchnąć siostrę z domu
wołać o pomoc
wszystko kończyło się szamotaniną i laniem
nie umiem tego opowiedzieć
ale żeby zasnąć muszę to z siebie wyrzucić
ostatnia scena jest taka że zabijam ojca
a wtedy przychodzi pomoc
oczywiście jest już niepotrzebna...
ale
cała kamienica się schodzi w milczeniu
a tam leże cała zakrwawiona ja i trup ojca
a pomoc przyszła dlatego,że siostra znalazła w szafce parę cukierków
udało jej się wymknąć z domu
i poczęstowała nimi wszystkie dzieci w kamienicy
a ponieważ była wielka bieda wszyscy mieszkańcy-i dzieci i rodzice przyszli,żeby podziękować...
strasznie to głupie
ale jeszcze pikawa mi wali
dobra
idę znowu spać
jak usłyszycie krzyki proszę obudźcie mnie
edit:
przeanalizowałam
zrozumiałam
ufff
...i jak się opycha serami na noc to później tak jest...
czyli koszmarowo-koszmarny bełkot nocnego obżartucha
sen był straszny i bardzo realistyczny
chociaż przez cały czas "wiedziałam",że to nie moje życie
miałam wrażenie,że to film
obudziłam się z tytułem "wilcza chata" na ustach ale chyba nie było nigdy czegoś takiego
pierwszy raz w życiu śniło mi się,że jestem chłopcem
mogłam mieć może z piętnaście lat
miałam młodszą siostrę,tak na oko pięcioletnią,chyba nie umiała mówić
mieszkałam z rodzicami w jakiejś starej zatęchłej kamienicy
pamiętam,że była ogromna bieda
matka cały czas chodziła w szlafroku
(na prochach była,albo pijana)
a ojciec (okrutne skrzyżowanie mojego własnego z Wrogiem moim) bił nas strasznie
szczególnie upodobując sobie moją osobę
próbowałam bronić siostrę
a to tylko podsycało gniew ojca
próbowałam prosić mamę o pomoc
ale ona była jakby nieobecna
z nosa wypadały mi białe gluty o konsystencji kożucha z mleka
Jezu
cały sen to jedna wielka walka
próbowałam uciec z siostrą
próbowałam powstrzymać ojca
próbowałam wypchnąć siostrę z domu
wołać o pomoc
wszystko kończyło się szamotaniną i laniem
nie umiem tego opowiedzieć
ale żeby zasnąć muszę to z siebie wyrzucić
ostatnia scena jest taka że zabijam ojca
a wtedy przychodzi pomoc
oczywiście jest już niepotrzebna...
ale
cała kamienica się schodzi w milczeniu
a tam leże cała zakrwawiona ja i trup ojca
a pomoc przyszła dlatego,że siostra znalazła w szafce parę cukierków
udało jej się wymknąć z domu
i poczęstowała nimi wszystkie dzieci w kamienicy
a ponieważ była wielka bieda wszyscy mieszkańcy-i dzieci i rodzice przyszli,żeby podziękować...
strasznie to głupie
ale jeszcze pikawa mi wali
dobra
idę znowu spać
jak usłyszycie krzyki proszę obudźcie mnie
edit:
przeanalizowałam
zrozumiałam
środa, 5 kwietnia 2017
środa
tydzień nie był lekki
mimo,że to dopiero połowa
dwa dni wolne więc
czas na relaks
więc najpierw z rana wycieczka do miejsca tam,gdzie zawracają pociągi
a potem leniuchowanie i wygrzewanie pod kołdrą wymarzniętego dupska
mimo,że to dopiero połowa
dwa dni wolne więc
czas na relaks
więc najpierw z rana wycieczka do miejsca tam,gdzie zawracają pociągi
a potem leniuchowanie i wygrzewanie pod kołdrą wymarzniętego dupska
poniedziałek, 3 kwietnia 2017
poniedziałek?
Ku Tobie, Panie, wznoszę moją duszę,
mój Boże,
Tobie ufam: niech nie doznam zawodu!
Niech moi wrogowie nie triumfują nade mną!
Nikt bowiem, kto Tobie ufa, nie doznaje wstydu;
doznają wstydu ci, którzy łamią wiarę dla marności.
Daj mi poznać drogi Twoje, Panie,
i naucz mnie Twoich ścieżek!
Prowadź mnie według Twej prawdy i pouczaj,
bo Ty jesteś Bóg, mój Zbawca,
i w Tobie mam zawsze nadzieję.
Wspomnij na miłosierdzie Twe, Panie,
na łaski Twoje, co trwają od wieków.
nie wspominaj grzechów mej młodości
ale o mnie pamiętaj w Twojej łaskawości
ze względu na dobroć Twą, Panie!
księga psalmów
bo wróg czyha wszędzie niestety
nawet w wymarzonej pracy
a co poza tym?
koleżance urodziła się wnuczka
szampan francuski na ławce koło przystanku autobusowego
żal
no cóż...
był pyszny
dobranoc bo jutro w pracy znowu 12 godzin....
mój Boże,
Tobie ufam: niech nie doznam zawodu!
Niech moi wrogowie nie triumfują nade mną!
Nikt bowiem, kto Tobie ufa, nie doznaje wstydu;
doznają wstydu ci, którzy łamią wiarę dla marności.
Daj mi poznać drogi Twoje, Panie,
i naucz mnie Twoich ścieżek!
Prowadź mnie według Twej prawdy i pouczaj,
bo Ty jesteś Bóg, mój Zbawca,
i w Tobie mam zawsze nadzieję.
Wspomnij na miłosierdzie Twe, Panie,
na łaski Twoje, co trwają od wieków.
nie wspominaj grzechów mej młodości
ale o mnie pamiętaj w Twojej łaskawości
ze względu na dobroć Twą, Panie!
księga psalmów
bo wróg czyha wszędzie niestety
nawet w wymarzonej pracy
a co poza tym?
koleżance urodziła się wnuczka
szampan francuski na ławce koło przystanku autobusowego
żal
no cóż...
był pyszny
dobranoc bo jutro w pracy znowu 12 godzin....
sobota, 1 kwietnia 2017
piątek, 31 marca 2017
cup of tea
jakiś czas temu chciałam o tym napisać ale jakoś mi to umykało
ale skoro Robert napisał o scones to ja opowiem o herbatce
ponieważ nie znam za blisko Szkotów
zobrazuje to na przykładzie rezydentów w mojej pracy
8.00-10.00-śniadanie i herbata
11.00-herbata
13.00-lunch bez herbaty
15.00-herbata
17.00 dinner i zaraz potem herbata
20.00-herbata
herbata koniecznie z mlekiem i w towarzystwie herbatników lub scones
dokładnie takich jak na zdjęciach
czwartek, 30 marca 2017
.
- Więc kiedy bywa się razem?
- Nie wiem. Może wtedy, kiedy jest się samemu.
I kiedy tego drugiego człowieka już nie ma, i kiedy wiesz, że nigdy już nie wróci do ciebie.
Może wtedy jesteś z nim naprawdę i na zawsze.
Jeśli umiesz go pamiętać.
— Marek Hłasko —
Sowa, córka piekarza
- Nie wiem. Może wtedy, kiedy jest się samemu.
I kiedy tego drugiego człowieka już nie ma, i kiedy wiesz, że nigdy już nie wróci do ciebie.
Może wtedy jesteś z nim naprawdę i na zawsze.
Jeśli umiesz go pamiętać.
— Marek Hłasko —
Sowa, córka piekarza
z tomu pod tytułem:
cytaty,
piosenki lalala,
znalezione w netoprzestrzeni
środa, 29 marca 2017
poniedziałek, 27 marca 2017
niedziela jeszcze u mnie przez kilka minut
mimo,że noce jeszcze chłodne
to dwa ostatnie dni były cudownie wiosenne
różnica temperatury między dniem a nocą ok 15 stopni !
śniadanie na trawie
muzyka
słońce,witamina D,endorfiny
pierwsza w tym roku opalenizna
sobota, 25 marca 2017
piątek, 24 marca 2017
Najważniejsze to postawić sobie szczere pytanie czy czujemy, że dana wiara przybliża nad do Boga
- Naszym celem jest pomoc w poznaniu sensu życia i powrocie do domu Boga, z którego wszyscy wyszliśmy - tłumaczyli wykladowcy, którzy przekonywali, że człowiek nosi boską część ("pączek róży") w sobie.
- W ramach prawspomnienia powoduje ona, że dążymy do szczęścia, spokoju i harmonii - wskazywali.
Niestety, według nauki, nie jesteśmy w stanie odnaleźć ich w naszym świecie.
- Jest on oparty na przeciwieństwach, które rzucają człowieka ze skrajności w skrajność i nie pozwalają mu zaznać spokoju - wykładali Różokrzyżowcy, dla których świat materialny (nasz) jest więzieniem. Ale i szkołą doświadczeń, które, odpowiednio wykorzystane, mogą doprowadzić nas do Boga. Jesteśmy jednak zbyt ułomni duchowo by właściwą drogę odnaleźć samemu. - I właśnie po to, aby pomóc nam odnaleźć własciwą drogę powstały szkoły duchowe, takie jak nasza - mówili wykładowcy.
Powiało też trochę mistycyzmem (a dla młodych science-fiction), kiedy Różokrzyżowcy wyjaśniali, że człowiek jest nie tyle ciałem i duszą, co przede wszystkim mikrokosmosem, który wypełniają kolejne osobowości w ramach toczenia się koła życia i śmierci. Zaś wspomniany wcześniej "pączek róży" znajduje się u szczytu prawej komory ludzkiego serca. Pozostaje jednak "uśpiony".
Po wykładzie można było zadawać pytania. Słuchacze chcieli m.in. dowiedzieć się czy - z punktu widzenia nauki Różokrzyża - inne religie są błędne. Wykładowcy nie chcieli tego oceniać. - Najważniejsze to postawić sobie szczere pytanie czy czujemy, że dana wiara przybliża nad do Boga - radzili. - Jeśli tak, to dobrze.
Czytaj więcej: http://www.pomorska.pl/wiadomosci/bydgoszcz/art/7035839,rozokrzyzowcy-grozna-sekta-czy-zyciowa-filozofia,id,t.html
http://www.psychologiailuzji.pl/uploads/4/4/1/2/4412695/nadchodzacy_nowy_czlowiek.pdf
z tomu pod tytułem:
religia,
wymądrzania,
z wyobrażni,
znalezione w netoprzestrzeni
czwartek, 23 marca 2017
...
Tylko teraz, w tej jednej krótkiej chwili czytasz te słowa, nic więcej nie może się wydarzyć, chociaż umysł będzie zniecierpliwiony
– ale on potrafi żyć tylko wspomnieniami i planowaniem.
Cała reszta odbywa się teraz.
A z Tobą wszystko jest w porządku,
naprawdę wszystko.
W porządku nie znaczy przyjemnie, dobrze, bogato, wygodnie.
W porządku oznacza, że żyjesz
– to wcale nie jest takie oczywiste, jeśli poświęcisz temu krótką chwilę.
Robert Rient
– ale on potrafi żyć tylko wspomnieniami i planowaniem.
Cała reszta odbywa się teraz.
A z Tobą wszystko jest w porządku,
naprawdę wszystko.
W porządku nie znaczy przyjemnie, dobrze, bogato, wygodnie.
W porządku oznacza, że żyjesz
– to wcale nie jest takie oczywiste, jeśli poświęcisz temu krótką chwilę.
Robert Rient
zwierzenia pieprzonego introwertycznego ślimaka
niestety źle się sprawdzam w kontaktach międzyludzkich
problem polega na tym,że ludzie bywają zaborczy
( i wcale nie mam tu na myśli kontaktów między płciowych )
rozumiem to,bo też kiedyś taka byłam
ale
najgorsze jest to że człowiek zazdrosny jest roszczeniowy
czuje się zraniony,opuszczony a potem robi się kłótliwy
wysyła negatywne emocje które sprawiają mi ból
a kiedy czuję ból jeszcze szczelniej zamykam się w skorupie
co powoduje jeszcze większe niezrozumienie bliźniego
i koło się zamyka
a w tej skorupie się zamykam i biję z myślami
rozdarta między chęcią upajania się samotnością a wyrzutami sumienia,bo nie chcę nikogo ranić
a przecież wystarczy cicho przycupnąć na chwilę
a ślimak sam wystawi rogi
ten ślimak tak intensywnie bił się z myślami
aż sufit zawalił mu się na głowę
nie róbmy tego ślimakom
dajmy im trochę swobody
problem polega na tym,że ludzie bywają zaborczy
( i wcale nie mam tu na myśli kontaktów między płciowych )
rozumiem to,bo też kiedyś taka byłam
ale
najgorsze jest to że człowiek zazdrosny jest roszczeniowy
czuje się zraniony,opuszczony a potem robi się kłótliwy
wysyła negatywne emocje które sprawiają mi ból
a kiedy czuję ból jeszcze szczelniej zamykam się w skorupie
co powoduje jeszcze większe niezrozumienie bliźniego
i koło się zamyka
a w tej skorupie się zamykam i biję z myślami
rozdarta między chęcią upajania się samotnością a wyrzutami sumienia,bo nie chcę nikogo ranić
a przecież wystarczy cicho przycupnąć na chwilę
a ślimak sam wystawi rogi
ten ślimak tak intensywnie bił się z myślami
aż sufit zawalił mu się na głowę
nie róbmy tego ślimakom
dajmy im trochę swobody
niedziela, 19 marca 2017
słoneczna niedziela
dziś wolne
nie wzięłam nadgodzin
spaceruję,wystawiam twarz do słońca,rozmawiam z bliskimi
cudowny dzień
piątek, 17 marca 2017
środa, 15 marca 2017
poniedziałek, 13 marca 2017
poniedziałek
Szukamy recepty na szczęście we wszystkich zakamarkach życia, a przyczynę naszego nieszczęścia mamy tuż przed oczami. Na własnym nosie.
To jaka jest recepta na szczęście?
patrzeć przez słonie, wyjdź z kręgu.
Jednak pierwszym i najtrudniejszym krokiem jest ten krąg zauważyć, a jak zauważyć coś, czego nie dostrzegamy od dzieciństwa?
pora opowiedzieć trochę o słoniach.
Słoń I – Porównywanie
Słoń ten karmi się naszymi nierealistycznymi oczekiwaniami, które najczęściej prowadzą do gniewu, poczucia niesprawiedliwości, kompleksów. Porównujemy nasze osiągnięcia, wygląd, materię, którą się otaczamy. Najbliżej jest sąsiad, ale słoń –porównywanie zadowoli się również znajomymi z pracy, celebrytami, a nawet mieszkańcem odległej dżungli, w zależności, co mamy ochotę porównywać.
Słoń II – Osądzanie
Z moich obserwacji wynika, że to nasz ulubieniec. Zasila nasz pierwotny instynkt, pochodzi on z czasów, kiedy jako człowiek prehistoryczny zagrażały nam dzikie zwierzęta i wiele innych niebezpieczeństw, kiedy trzeba było szybko podejmować decyzje, czy zaistniała sytuacja jest zła, czy dobra. W przypadku tej pierwszej do organizmu uwalniały się hormony m.in. adrenalina, które miały pomóc nam w walce lub szybkiej ucieczce. Lata mijały, zwierzęta pozamykaliśmy w ogrodach zoologicznych,sytuacje z życia codziennego rzadko zagrażają naszemu życiu. Jednak potrzeba oceny pozostała. Osądzamy wszystko i wszystkich, a za osądy jesteśmy w stanie walczyć, a nawet zabijać siebie nawzajem, jeśli nie dosłownie, to chociaż słowami, a nawet wzrokiem.
Słoń III -Utożsamianie się
Ten słoń to przekonanie, że nasze myśli, emocje, ciało, to my. To utożsamianie się z naszą rolą w życiu. To wszystkie etykietki: naukowiec, matka, polityk, maszynista, ale też choleryk, marzyciel, nerwus, brzydki, grubas, niezdara. Czasem to my sami ograniczamy się w ten sposób, gorzej, jeśli przypisujemy sobie etykietki wymyślone przez innych, a zdarza się to najczęściej, kiedy sami mamy niezbyt wysokie poczucie o własnej wartości, czyli dość często.
Słoń IV – Analizowanie
Ten słoń to intelektualne przywiązanie do szczegółów, dążenie do wiedzy, a nie prawdziwego poznania, które jest w doświadczaniu i praktyce. To pupil wszystkich, którzy wiedzę o życiu czerpią głównie z książek, dla których papier i druk stanowią receptę na wszystko. Dla tych, którzy na wszystko muszę mieć naukowe wytłumaczenia, teorię, na co dzień i od święta, dla których każdy skutek i każda przyczyna powinny zostać nazwane i wyjaśnione.
Słoń V- Stawianie oporu
Oglądanie świata przez tego słonia najbardziej odczuwamy w naszych ciałach. Słoń ten nieustannie wmawia nam, że nie wolno odczuwać emocji, że należy je tłumić, blokować. Powoduje skurcze mięśni i napięcie, a w dłuższej perspektywie prowadzi do chorób.
Aby pozbyć się słoni wystarczy przestać nieustannie przez nie patrzeć. Kiedy wyjdziemy z kręgu słoni, zaczniemy dostrzegać świat takim, jakim jest, a nie projekcję innych. Świat pełen przyzwolenia i akceptacji, bez osądzania i poczucia winy. To piękne miejsce.
źródło:http://kolorindygo.pl/2017/03/12/jak-sie-pozbyc-slonia/
z tomu pod tytułem:
piosenki lalala,
wymądrzania,
znalezione w netoprzestrzeni
niedziela, 12 marca 2017
niedziela
to niesamowite uczucie
do niedawna całkiem obce
kochać swoja robotę
wracać po 12 godzinach do domu
i padać na pysk
ale za to na jaki pysk!!!
na uśmiechnięty ryjek od ucha do ucha!
owszem bywają słabsze dni
bo winda nie działa
bo ciągle kupa
bo ludzie z którymi pracuję są różni ( czytaj: bywają wredni)
ale na dłuższą metę jakie to ma znaczenie?
do niedawna całkiem obce
kochać swoja robotę
wracać po 12 godzinach do domu
i padać na pysk
ale za to na jaki pysk!!!
na uśmiechnięty ryjek od ucha do ucha!
owszem bywają słabsze dni
bo winda nie działa
bo ciągle kupa
bo ludzie z którymi pracuję są różni ( czytaj: bywają wredni)
ale na dłuższą metę jakie to ma znaczenie?
sobota, 11 marca 2017
leniwa sobota
powiało wiosną
co się dziwić kiedy temperatura na zewnątrz waha się koło 10 C
chce się żyć!
słonko przygrzewa
a powietrze pachnie rzeżuchą ,serio
w te dni kiedy pada i nie bardzo chce się wyjść z domu
wystarczy lekko podnieść głowę z łóżka i spojrzeć na parapet
mam tam swoją prywatną wiosnę
czwartek, 9 marca 2017
czwartek
i dwie piosenki:
łapy precz nie dzielę się
jedzeniem ha ha ha...
czasami tylko żal
ogarnia mnie z powodu
braku miłosnych wzlotów
i
Znowu widzę siebie jak psa
Bez imienia i państwa
Bez smyczy i kagańca
Znowu widzę siebie jak psa
Taki wpół drogi półstan
Niby full, ale brak braw
I nie chcę się rzucać w oczy
I oddam ostatnie obuwie za Twój Twój Twój Twój Twój Twój dotyk
bo nie wiem,na którą się zdecydować
łapy precz nie dzielę się
jedzeniem ha ha ha...
czasami tylko żal
ogarnia mnie z powodu
braku miłosnych wzlotów
i
Znowu widzę siebie jak psa
Bez imienia i państwa
Bez smyczy i kagańca
Znowu widzę siebie jak psa
Taki wpół drogi półstan
Niby full, ale brak braw
I nie chcę się rzucać w oczy
I oddam ostatnie obuwie za Twój Twój Twój Twój Twój Twój dotyk
bo nie wiem,na którą się zdecydować
wtorek, 7 marca 2017
poniedziałek, 6 marca 2017
czwartek, 2 marca 2017
...i poddał ich dziesięciodniowej próbie
Daniel zaś powiedział do strażnika, którego ustanowił nadzorca służby dworskiej nad Danielem, Chananiaszem, Miszaelem i Azariaszem:«Poddaj sługi twoje dziesięciodniowej próbie: niech nam dają jarzyny do jedzenia i wodę do picia. Wtedy zobaczysz, jak my wyglądamy, a jak wyglądają młodzieńcy jedzący potrawy królewskie i postąpisz ze swoimi sługami według tego, co widziałeś».
Przystał na to żądanie i poddał ich dziesięciodniowej próbie.
A po upływie dziesięciu dni wygląd ich był lepszy i zdrowszy niż innych młodzieńców, którzy spożywali potrawy królewskie.
Strażnik zabierał więc ich potrawy i wino do picia, a podawał im jarzyny. Dn 1,12-15
zrobię sobie parę dni warzywnej "głodówki"
zobaczymy jak długo dam radę
poprzednia poprawiła mi pracę wątroby i skradła parę kilo więc czemu nie spróbować ponownie
START
dodatkowo już trzy dni jestem bez papierosa :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















































