no i nagle coś pękło we mnie ten płacz był straszny taki z samej głębi serca i to wcale nie chodzi o ten kubek który stłukłam może to tęsknota za rodziną,domem nie,nie tym który zostawiłam w Polsce ale TYM którego nigdzie nie mam tęsknota za spokojem w rozkrzyczanym domu gdzie mimo ,ze gwarno czuje się tą miłość tęsknota za mężem, który po ciężkim dniu znajdzie czas na rozmasowanie bolących nóg żonie
a może to jednak brak magicznych tabletek w organizmie chyba zacznę je brać z powrotem.... piękna szkocka jesień tak samo piękna jak polska z tym że może trochę mocniej wieje ale ja lubię wiatr :)
dziś jeśli nie będzie padać wspinamy się na górę Artura (Arthur's Seat) wrócę tam jeszcze o zmroku,taki mam plan heh :) ale teraz mała drzemka czas leci zdecydowanie za szybko
pada
(wypowiedziane z wielką pogardą )
lubię deszcz ale bez przesady no....
jest cudnie czuję się tu tak swobodnie że mogłabym sama się gdzieś wybrać i chyba to zrobię jutro ;)
tak tu jest inaczej wiedziałam że samochody jeżdżą na odwrót mimo to przechodząc przez ulice lub czekając na autobus gubię się to staje nie po tej stronie co trzeba to patrzę w odwrotna
tu nie czeka się na zielone światło tylko przełazi,kiedy nic nie jedzie doprowadza mnie to do histerii
ludzie gadają w wielu rożnych językach ale sa bardzo mili,uprzejmi, uśmiechnięci wczoraj widzialysmy pana który chyba bawił się przez telefon w skojarzenia bo ciągle powtarzał -warsiawa,widzew,polonia krakow,polska kiedy go mijałam, szepnęłam mu przez ramie Edward Gierek a on się uśmiechnął i krzyknął -ciesc! ale kurcze skąd mi ten Gierek to doprawdy nie wiem dziecko PRLu czy co? żeby tak Lech Wałęsa ale Gierek? dziś było deszczowo wiec nie wszystko,co było w planach udało się zrealizować
było zwiedzanie i obiad w chińskiej swoją drogą ile to człowiek potrafi w siebie wcisnąć szok!
tu za jakiś czas będzie post mam opóźnienia bo jakoś nie ma czasu tu siedzieć wybaczcie :)
Dziś pogoda w kratkę Szkocką Raz Słonko raz deszczyk Wracam do domu tylko na posiłki Jeżdżę oglądam chłonę Muzea sobie podarowałam Wole ulice,autobusy Wchodzić do sklepów i wsłuchiwać się w codzienne życie No i foce Jest pięknie!!!!
zapominam brać magiczne tabletki wcale ich tu nie potrzebuje :)
no wiec... na lotnisku byłam cztery godziny przed wylotem no co.... lepiej szybciej niż za późno
poszliśmy z młodym do kawiarni zamówiłam kawę (kurcze naparstek kawy kosztuje krocie!!!!) wyjęłam książkę i zaczęłam delektować się światowym życiem do czasu... najpierw młody zaczął się robić bladozielony i jęczeć że go boli brzuch zaraz potem usłyszeliśmy przez megafon że... dla naszego bezpieczenstwa powinniśmy opuścić lotnisko po godzinnej ewakuacji i sprawdzeniu że jednak nie ma żadnej bomby mogliśmy wrócić poszliśmy się odprawić a bladozielony syn zaczął się robić zielonoblady zapowiedzieli półgodzinne opóźnienie wiec młody oddal sie malej drzemce a ja mialam czas na zyciowe przemyslenia nastepnie zoladek mlodego postanowil sprawdzic co znajduje sie w pobliskim smietniku co najpierw mego synusia troche przerazilo a potem przywrocilo do zycia
sam lot to bajka podskakiwałam na fotelu jak dziecko nie tylko z powodów radości ale i tez przez turbulencje widoki niezapomniane,tysiace rodzajow chmur,
Edynburg powital nas deszczem i wiatrem ale co tam po powitaniach i obiedzie i tak musiałam się przejsc po ulicach miasta
(nie mam polskiej klawiatury masakra,nie poprawiam już nic więcej)
no więc jestem spakowana, zaraz zrobię kanapki ukryję laptoka,żeby Wróg go nie rozwalił podczas samotnych wieczorów ok 10 wyruszam samolot mam o 14.55 :)
i na dziesięć dni zapadam w cudny stan niepamięci!!!!
następny post będzie już ze Szkocji nenenee!
PS oglądajcie wiadomości,czy jakiś samolot się nie rozbił może będę w tv hehehe
no to oficjalnie urlop czas ZACZĄĆ!!! to,co się dzieje wokół mnie przypomina jakąś tragikomedię
dziewczyny w pracy płaczą,że już nie wrócę i nic nie pomaga tłumaczenie,że przecież wrócę przecież tu jest mój dom zaraz ,zaraz jaki dom? ten,który zbudował Wróg? ten,w którym teściowa decyduje jakie meble kupić? a sio,głupie myśli ja wrócę tym razem wrócę...
szefostwo żegna się ze mną jakbym miała zginąć w katastrofie lotniczej a ja na myśl o locie cieszę się jak dziecko
totalne szaleństwo
Anioł Stróż kupił bilet Krzychu odprawił onlajn i wydrukował bilet Asia pożyczyła torby i zawiezie mnie na lotnisko Iza chce pożyczyć mi obiektyw skąd wokół mnie tak wiele dobrych duszyczek? nie wiem Anioł Stróż uważa,że to normalne ja myślę ,że to cud :)
"Pewien znany mówca rozpoczął seminarium trzymając w ręku 100zł banknot. Do dwustu osób na sali skierował pytanie:
- Kto chciałby dostać ten banknot?
Ludzie zaczęli podnosić ręce. Spiker powiedział:
- Mam zamiar dać ten banknot jednemu z was, ale najpierw pozwólcie że coś zrobię... - i zaczął miąć banknot. Pokazał zgnieciony banknot i zapytał:
- Kto w dalszym ciągu to chce?
Ręce znowu się podniosły...
- A gdybym zrobił to? - zapytał mówca.... i rzucił banknot na ziemię. Podeptał go butami i podniósł - był pomięty i brudny....
- A teraz kto chce te pieniądze?
Ręce podniosły się po raz trzeci!!!
- Moi przyjaciele odebraliście bardzo cenną lekcję. Nie ma znaczenia co zrobiłem z tym banknotem, ciągle chcieliście go dostać, ponieważ nie zmniejszyłem jego wartości. To jest wciąż warte 100zł!!!
Wiele razy w życiu jesteśmy powaleni na ziemię, zmięci i rzuceni w błoto przez decyzje, które kiedyś podjęliśmy i okoliczności, które stanęły nam na drodze. Czujemy się przez to mniej wartościowi. Ale to nie ma znaczenia, co się stało i co się jeszcze stanie...
TY nigdy nie stracisz swojej wartości: brudny czy czysty, zmięty czy w dobrej formie, jesteś ciągle bezcenny dla tych, którzy Cię kochają. Wartość naszego życia nie wynika z tego co robimy, ani nie zależy od tego, kogo znamy, lecz KIM JESTEŚMY!
Jesteś wyjątkowy! Nigdy o tym nie zapomnij " źródło tu
wiem,że to przypadek ale więcej mi tego nie puszczaj bo.... You're all I ever wanted You're all I ever needed, it's you You're all I've ever wanted And loving you's the right thing to do And I'll see it through
mój organizm skapitulował nie wiem,czy po tym co było czy przed tym ,co będzie
nie mam siły kompletnie na nic nawet zwykłe chodzenie powoduje zakwasy w łydkach raz nie mam apetytu ,to znowu żrę jak dzika a mój organizm i tak wszystko wyrzuca raz górą raz dołem ciągle śpiąca,wiecznie zmęczona nie pomogło wygrzewanie się w solarium ani wizyta u fryzjera
odliczam godziny do poniedziałku wtedy odpocznę....
jak mnie nie wykończy Wróg,to zrobię to sama wykończę się,wycisnę jak tubkę pasty do zębów wczoraj zaginął portfel dziś rano czapka jak wracałam ze sklepu nie mogłam znaleźć kluczy które spokojnie leżały w kieszeni szklankę mleka zamiast do mikrofali wkładam do szafki matko!!!!
ale nic to codziennie sprawdzam pogodę w Edynburgu pada zmoknie mi aparat :/ codziennie w necie wyszukuję zdjęcia pięknych miejsc i pytam siostrę -daleko to? codziennie wzruszam się na myśl,że niedługo zobaczę moich bliskich
żyję i mam się dobrze rzygam,boli mnie w klatce piersiowej,trzęsę się przy byle hałasie ale żyję w domu cisza a w głowie już tylko myśl o wyjeździe jutro odprawa online funty w portfelu torby czekają na spakowanie bałam się,że 10 kg to za mało tyle chciałam zabrać a teraz poza piżamą i aparatami nie wiem co spakować...
dziś histerycznie szukałam portfela przez 30 długich minut myślałam że go zgubiłam pal licho oszczędności ale w środku były nasze dowody oczami wyobraźni widziałam odlatujący samolot...bez nas znalazłam podlec ukrył się pod poduszką!!!!
jeszcze raz dziękuję za duchowe wsparcie :) naprawdę wiele dla mnie znaczy :*
teraz idę spać czuję że zasnę kamiennym spokojnym snem
szkoda że nie można zatrzymać czasu młody nie jest już małym dzieckiem i nie wierzy bezgranicznie w to,co mówi mamusia ostrzeżenia typu: weź się ubieraj ciepło,bo jak się przeziębisz nie polecisz ze mną bo jak będziesz miał katar to nie wpuszcza cię na pokład gdyż lecąc podciśnienie rozwali ci głowę wcale nie działają na jego wyobraźnię
tydzień miałam zacząć na głębokim wdechu ale nic z tego dupa Wróg właśnie rozpoczął trzeci tydzień urlopu....