niedziela, 13 listopada 2011

niedziela

nie,nie umarłam
raczej odrodziłam się na nowo i zaczęłam żyć
naprawdę wyjazd miał na mnie zbawienny wpływ
staram się nie mazgaić
i dostrzegać zalety bycia w pojedynkę


nie mówię ,że tak jest dobrze
ale lepiej niż było

wielkie łóżko,pachnące świeżą pościelą tylko dla mnie
wstaję rano,idę na kijki
nie słuchając głupich dokuczliwych uwag,
telewizor nie rzęzi za uchem,bo zwyczajnie nie jest włączany
wychodzę,kiedy chcę i kiedy chcę wracam
po ostatniej wizycie panów policjantów
w domu jak makiem zasiał,,,,
prawie Raj na ziemi

staram się zapełnić sobie każdą wolną chwilę
żeby nie myśleć
nie tęsknić za drugą osobą

jestem ja i młody
i to musi mi wystarczyć

dziś wstałam rano i z kijkami w garści poszłam do przyjaciółki
na kawę i łobiad
6 km w jedna stronę
szybkomarszem
z depeszami w uszach
(tu chciałabym podziękować śwagrowi za skompletowanie ich całej płytoteki,dzięki Marcin!)
z czapką na głowie
i gilami pod nosem,bo zimno
nie było źle
nie,nie
ale powiem Wam,że po powrocie do domu
wskoczywszy do wanny i następnież lęgnąwszy w łoże i tam zostawszy do tej pory

no i czy ja nie mam sobie fajnie?????????