życie przypomina taniec na linie
czasem idziemy pewnie
czasem się chwiejemy
czasem spadamy
miesiąc temu zmarł mąż mojej koleżanki
chorował na wredną odmianę czerniaka
walczył kilka lat,aż
poczerniały mu nogi,zaczęły gnić
i umarł
parę dni temu zmarła znajoma
rak jelita grubego
pamiętam,jak się uśmiechała
myśląc,że to co najgorsze już za nią
wczoraj rozmawiałam z sąsiadką
jej syn powiesił się pół roku temu
mąż ma raka węzłów chłonnych
a ona przewróciła się pod sklepem
pijana
bo już nie ma siły na nic
przyszła też koleżanka
pytając czy ktoś nie chce jej pracy
bo ona za miesiąc
ma operację piersi
czy nie grzeszymy narzekając na swoje życie?
czy nie powinniśmy cieszyć się tym co mamy?
a jeśli mimo wszystko nie umiemy się cieszyć?
