czwartek, 16 grudnia 2010

czwartkowe rozważania całkiem na trzeźwo

powoli zbliżają się Święta
czas miłości,pojednania i takie tam...
kupujemy masę żarła,którego potem i tak nie zjemy
sprzątamy tak intensywnie dom,jakbyśmy nie robili tego przez lata
sprawiamy prezenty,w większości wcale nie zdatne do niczego albo te same co dwa lata(dezodorant na przemian z kapciami)
stroimy choinki,które potem sypią się i zawalają igłami cały dywan
nawet dodajemy nakrycie dla wędrowca,który gdyby naprawdę przyszedł to pewnie i tak nie zostałby wpuszczony do środka
a potem dzielimy się opłatkiem z osobami,z którymi nie rozmawiamy od roku

a po Świętach?
albo narzekamy na masę wydanych pieniędzy albo na wydęte brzuchy

boli mnie ludzka głupota
ta sztuczność
i to,że robią to wszystko tak mechanicznie,schematycznie-bo tak trzeba
nakrycie dla wędrowca-tak,ale kupić chleb pijaczynie pod sklepem-nie,bo po co,przecież jak sobie pościelił ,tak się wyśpi

uwielbiam Święta
ale to całe zakłamanie mnie wkurza

dobra
kończę
dobranoc :)


a jako bonus jedyna świąteczna piosenka,po której mnie nie mdli( bo te wszystkie inne to uch....)
mogę jej słuchać tysiące razy a czasem nawet przy niej ryczę