środa, 14 marca 2012

środa

Świtało,kiedy Peggy Sue kończyła zszywać kurtkę swego pierworodnego (zresztą jedynego)
-Sacrebleu!-zaklęła po francusku (nie żeby ten język znała,ale wychowała się na Rumcajsie)-godzinę życia zmarnowałam ,że o dwóch igłach nie wspomnę!A i już wzrok nie ten,albo oczka od igieł coraz mniejsze...

Człapiąc do łazienki pomyślała o zbliżającej się starości
Spojrzała w lustro klepiąc się po ryjku
Taaa, krem przeciwzmarszczkowy z Biedronki dobrze rozciągał i nawilżał skórę
w zamian jednak zostawiał jakieś (zapewne)alergiczne plamy
przez co Peggy Sue wyglądała jak czarna krowa w kropki bordo
Mimo wszystko dzień zapowiadał się dobrze
dzień wolny od pracy
bezpłatny wolny dzień

Najpierw Sue postanowiła ruszyć dupsko na miasto
-Może coś sfocę,może kupię mikser-pomyślała-chociaż po co mi mikser skoro jaja takie drogie...
Potem wpadnie kumpel na partyjkę rummikuba i jakoś zleci

miłego dnia :)

i przypominam o wiosennej ankiecie
górny prawy róg
bo jakoś słabo to Wam idzie!

EDIT:
Peggy Sue wyjrzała przez okno
-tak jakoś mglisto,jakoś takoś nieprzyjemnie,chyba zimno nawet...
rozpaliła w piecu (bo chłodno)
ogarnęła domostwo (w razie jakby ktoś cukier miał przyjść pożyczyć czy cuś)
i wskoczyła z powrotem do łóżka
-tylko na chwilkę,tylko na...-resztę zagłuszyło zmysłowe chrapanie